Gwałcili studentkę w USA. On uważa się za ofiarę. "Nie był zdolny"

Mateusz Domański
Nowe doniesienia z USA ws. gwałtu zbiorowego. Nowe doniesienia z USA ws. gwałtu zbiorowego.
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images

Jeden z siedmiu członków bractwa Chi Phi, których studentka Cornell oskarża o udział w zbiorowym gwałcie, przekonuje, że "sam nie był zdolny do wyrażenia zgody na seks". W sprawie pojawiają się kolejne sprzeczne relacje - informuje "New York Post".

Matthew Ingalls miał powiedzieć policjantom, że podczas imprezy w 2024 r. był zbyt mocno odurzony alkoholem i ketaminą, aby wyrazić zgodę na seks z ówczesną 20-letnią studentką. W ten sposób sugerował, że to on mógł paść ofiarą przestępstwa, a nie kobieta występująca w dokumentach sądowych jako Jane Doe.

Według "New York Post" Ingalls jako pierwszy zaprosił kobietę do domu bractwa i zaproponował jej seks w trójkę. Pozew studentki wskazuje na to, że później do pokoju mieli przychodzić kolejni członkowie Chi Phi. W grupowym czacie, liczącym blisko 60 osób, Ingalls miał zachęcać kolegów, by dołączyli do spotkania.

Dokumenty udostępnione przez prokuraturę hrabstwa Tompkins mają wskazywać, że Ingalls w pewnym momencie zasnął, a inny członek bractwa miał zająć jego miejsce. Według tych samych materiałów młody mężczyzna później miał ponownie uczestniczyć w kontaktach seksualnych. Kobieta twierdzi, że wcześniej podano jej alkohol i ketaminę w ilości, która uniemożliwiła jej świadome wyrażenie zgody na współżycie.

"W 100 proc. pewna"

Sprawa od początku obfituje w sprzeczne relacje. Jane Doe miała początkowo zapewniać Ingallsa, że ich kontakt był dobrowolny. W kolejnych tygodniach — gdy po kampusie zaczęły krążyć informacje o tym, co wydarzyło się podczas imprezy — zmieniła ocenę sytuacji. W rozmowie z policją uczelnianą powiedziała, że jest "w 100 proc. pewna, że została zgwałcona" — wynika z dokumentów opisywanych przez "New York Post".

Na nagranej rozmowie, do której dotarło ABC News, Ingalls mówił kobiecie: "Powiedziałaś mi, że byłaś trzeźwa". Jane Doe odpowiedziała, że jest "w 100 proc. pewna", iż nie była to prawda. Te słowa pokazują skalę rozbieżności w relacjach dotyczących wydarzeń z 2024 r.

Żaden z siedmiu mężczyzn nie usłyszał dotąd zarzutów karnych. Prokurator hrabstwa Tompkins wcześniej uznał, że nie ma wystarczających podstaw do wszczęcia sprawy, jednak po złożeniu przez studentkę pozwu cywilnego wznowił postępowanie, wskazując na nowe okoliczności.

Wybrane dla Ciebie