Jeffery Lee miał 49 lat. Władze podały, że stwierdzono jego zgon o godz. 18:22 w Atmore. To druga egzekucja w Alabamie w tym roku. Łącznie w Stanach Zjednoczonych od początku roku przeprowadzono 27 egzekucji – podaje "New York Post".
Lee skazano za zbrodnię z 12 grudnia 1998 r. w Orrville. Podczas rabunku zginęli właściciel sklepu Jimmy Ellis oraz pracownica Elaine Thompson. Trzeci pracownik przeżył, ponieważ – według zeznań – upadł na podłogę i udawał martwego.
Ocalały świadek zeznał, że Lee wszedł do sklepu, poprosił o pokazanie obrączek i powiedział, że wróci, gdy odbierze pieniądze od babci. Po krótkim czasie miał pojawić się ponownie z obrzynem i oddać strzały do Ellisa, Thompsona i trzeciego pracownika. Gdy napastnik opuścił lombard, świadek wezwał numer alarmowy 911.
Egzekucja rozpoczęła się tuż po godz. 18. Przed podaniem środków Lee zwrócił się do bliskich i współwięźniów.
Wszystko jest w porządku. Chcę tylko powiedzieć mojej rodzinie, że ją kocham. Moim braciom z oddziału dla skazanych na dożywocie też mówię: kocham was – powiedział w ostatnich słowach cytowany przez "New York Post".
W trakcie podawania zastrzyku Lee zacisnął pięści na noszach. Jego doradca duchowy trzymał go za stopy i modlił się.
Egzekucję przeprowadzono 98 dni po tym, jak Lee uzyskał w ostatniej chwili wstrzymanie wykonania wyroku. Sędzia uznał wówczas, że metoda egzekucji z użyciem gazu azotowego narusza konstytucyjny zakaz "okrutnych i niezwykłych kar". Lee miał zostać stracony 11 czerwca właśnie z użyciem azotu, ale tego wieczoru nie doszło do egzekucji, gdy Sąd Najwyższy USA odmówił uchylenia decyzji sędziego.
Dzień później biuro prokuratora generalnego Alabamy złożyło dokumenty o wyznaczenie nowego terminu egzekucji, tym razem w trybie kary śmierci przez zastrzyk.
Prokurator generalny Alabamy Steve Marshall ocenił w czwartek wieczorem, że "sprawiedliwości wreszcie stało się zadość".