Tragedia, która wstrząsnęła liczącą zaledwie 1200 mieszkańców gminą na południu Włoch, rozegrała się w ubiegłe święta Bożego Narodzenia. Podczas uroczystego obiadu i zjedzeniu ryby 15-letnia Sara, córka wieloletniego byłego burmistrza, nagle poczuła się źle. Z objawami przypominającymi silne zatrucie pokarmowe trafiła do szpitala, gdzie kilka dni później zmarła.
Wkrótce ten sam los spotkał jej 50-letnią matkę, Antonellę. Głowa rodziny, 55-letni Giovanni Di Vita, również ciężko zachorował, ale ostatecznie udało mu się przeżyć. W rodzinnym posiłku nie uczestniczyła starsza, 19-letnia córka, Alice.
Początkowo lekarze podejrzewali zepsute jedzenie, jednak prawda okazała się znacznie bardziej mroczna. Dopiero po dwóch miesiącach eksperci medycyny sądowej natrafili na przełomowy ślad: we krwi 15-latki i na włosach jej matki odkryto rycynę. To niezwykle toksyczna i trudna do wykrycia substancja, której zaledwie odrobina wystarczy, by doprowadzić do niewydolności narządów wewnętrznych. Co ciekawe, pierwsze badania toksykologiczne ocalałego ojca dały wynik negatywny - przypomina "Bild".
Posiadłość rodziny Di Vita była intensywnie przeczesywana przez służby. W miniony czwartek teren znów został odgrodzony od świata, a do domu weszli specjaliści w białych kombinezonach ochronnych.
Niemcy pojechali do Włoch. Rozwiążą zagadkę?
Na prośbę włoskiej prokuratury do sprawy włączyli się eksperci z berlińskiego Instytutu Roberta Kocha (RKI) w asyście funkcjonariuszy niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA).
"Bild" dotarł do nieoficjalnych informacji, z których wynika, że ekipą kierują dr Christian Herzog, szef centrum ds. zagrożeń biologicznych RKI, oraz wybitna badaczka rycyny, dr Sylvia Worbs. Naukowcy mają za zadanie odnaleźć mikroskopijne ślady trucizny - w tym celu demontują i zabezpieczają m.in. domowe rury odpływowe. Pobrany materiał zostanie przetransportowany i przebadany w Niemczech.
Śledczy twierdzą, że udało im się już wstępnie zrekonstruować przebieg zdarzeń, wciąż jednak brakuje twardych dowodów. Największą zagadką pozostaje motyw sprawcy. Nie jest do końca jasne, czy morderca celował w całą rodzinę, czy śmierć ponieść miały tylko wybrane osoby.
Włoskie media zwracają uwagę na przeszłość ojca rodziny. Giovanni Di Vita przez dwie kadencje pełnił funkcję burmistrza, a ostatnio zasiadał w radzie gminy. Śledczy biorą pod uwagę hipotezę, że brutalny atak mógł być pokłosiem konfliktów z czasów jego urzędowania. Do tej pory w związku ze sprawą przesłuchano już ponad 200 świadków, z czego niektórych kilkukrotnie. Zagadka wciąż jednak czeka na finał.