73-letni Robert W. około godziny 20.30 pojawił się przed domem swoich sąsiadów, by poskarżyć się na "aktywność w domu". Na miejscu doszło do konfrontacji z 38-letnią Jessicą L. Według śledczych mężczyzna wyciągnął broń i oddał strzał, trafiając kobietę w głowę po komentarzu, który miał go rozwścieczyć. Widząc ranną matkę, 17-letnia Jersey G. ruszyła jej na pomoc. Napastnik oddał jednak kolejny strzał, również trafiając nastolatkę w głowę.
"Próbowała uratować moją mamę"
Siostra bliźniaczka Jersey, Justice, która w chwili tragedii była w pracy, powiedziała lokalnym mediom, że ostatnim odruchem jej siostry była próba ratowania matki. – To pokazuje, jak była odważna. Mam nadzieję, że kiedyś będę choć w połowie tak odważna jak ona – powiedziała.
Nastolatka dodała również, że jej matka i siostra dopiero wróciły do domu, gdy pojawił się sąsiad. Jak podkreśliła, rodzina praktycznie go nie znała.
Napastnik postrzelił także siebie
Jak informuje amerykański dziennik "New York Post", po ataku Robert W. miał jeszcze ścigać trzecią osobę znajdującą się w domu, jednak nie oddał już kolejnych strzałów. Gdy na miejsce przyjechali policjanci i próbowali go zatrzymać, 73-latek skierował broń przeciwko sobie i strzelił sobie w głowę. Jessica, Jersey i sprawca zostali przewiezieni do szpitali w stanie krytycznym.
Matka i córka zmarły dwa dni później
Jessica i Jersey zmarły 27 lipca. W opublikowanym nekrologu bliscy podkreślili, że choć ich życie zakończyło się zdecydowanie za wcześnie, miłość łącząca matkę i córkę na zawsze pozostanie w pamięci rodziny i przyjaciół. 17-latka była uczennicą ostatniej klasy liceum i wraz ze swoją siostrą bliźniaczką grała w szkolnej drużynie lacrosse. Marzyła o kontynuowaniu sportowej kariery na studiach.
Jej znajomi wspominają ją jako pogodną, życzliwą i zawsze gotową do pomocy osobę. Po śmierci nastolatki jej organy zostały przekazane do przeszczepów, dzięki czemu – jak poinformowali bliscy – sześciu pacjentów otrzymało szansę na dalsze życie.
Sprawca nie odpowie przed sądem
Po śmierci matki i córki śledczy uzyskali nakaz aresztowania Roberta W. Mężczyzna usłyszał zarzuty dwóch usiłowań zabójstwa pierwszego stopnia oraz przestępstw z użyciem broni, jednak – jak podaje "New York Post" – zmarł kilka dni później w szpitalu w wyniku samobójczej rany postrzałowej. W związku z jego śmiercią postępowanie karne nie będzie mogło zostać doprowadzone do końca.