Do tragedii doszło w październiku 2024 roku w wieżowcu Shakespeare Towers w Leeds, gdy ciężarna kobieta odwiedzała swojego ojca, Davida Atkinsona. Zeznając przed sądem, zdruzgotany mężczyzna opowiedział o ostatnich chwilach życia córki.
Jak relacjonował, tego ranka Emma poprosiła go o papierosa i usiadła w fotelu przy oknie, otwierając skrzydło na oścież. Kiedy ojciec poprosił, by je zamknęła z powodu chłodu, usłyszał tylko, jak kobieta rzuca "wychodzę", a po chwili zobaczył, jak jej stopy znikają za krawędzią okna.
Mężczyzna natychmiast zbiegł na parter. Przebywający akurat na miejscu lekarz, który był po służbie, podjął próbę reanimacji Emmy. Kobieta odniosła jednak "katastrofalne obrażenia" i zmarła na miejscu. Zaledwie pół godziny później w szpitalu Leeds General Infirmary na świat przyszła jej przedwcześnie urodzona córeczka, Posie, która cudem przeżyła upadek matki.
Wyniki śledztwa
Z ustaleń śledztwa wynika, że u 38-latki w przeszłości zdiagnozowano zaburzenie osobowości, a kobieta miała za sobą dwie próby samobójcze. Mimo to, koroner Naomi McLoughlin uznała, że nie ma wystarczających dowodów, by jednoznacznie zakwalifikować zdarzenie jako samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek. W oficjalnym orzeczeniu zapisano, że zgon nastąpił w wyniku "działania podjętego przez nią samą, jednak nie można z całą pewnością ustalić jej intencji".
Niedługo przed śmiercią 38-latka, będąca matką pięciorga dzieci, opublikowała na Facebooku zdjęcie z wyraźnie zarysowanym ciążowym brzuszkiem, podpisując je z radością: "to dziewczynka, nie mogłabym być szczęśliwsza".
Rodzina kobiety, obecna na przesłuchaniu, stanowczo zaprzecza, jakoby Emma chciała odebrać sobie życie. Bliscy podkreślili, że była "niezwykle podekscytowana" zbliżającymi się narodzinami córki oraz wnuka, zaznaczając, że "nigdy by nie zostawiła swoich dzieci, bo jej życie kręciło się wokół nich".