W USA doszło do kolejnej masowej strzelaniny. Z rąk mieszkańca Billings zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci. Zabici należeli do czterech pokoleń - wśród ofiar jest 92-letnia prababcia, poruszająca się na wózku inwalidzkim i siedmioletnia dziewczynka. Strzały padły, gdy rodzina zasiadła do niedzielnego obiadu. Strzelec, po dokonaniu masakry, podpalił budynek i odebrał sobie życie (zmarł po przewiezieniu do szpitala).
Gdy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, usłyszeli strzały dochodzące z tylnej części posesji. Chwilę później cały dom stanął w płomieniach. Strażacy walczyli z pożarem przez wiele godzin.
Jak podaje Associated Press, Brad Ireland - mężczyzna, którego była żona i dwójka dzieci zginęły podczas strzelaniny, zidentyfikował napastnika. To 44-letni Adam Smith (wcześniej podawano, że mordercą jest 31-latek).
Z doniesień AP wynika, że napastnik mieszkał z rodzicami. Ci, na krótko przed tragedią, kazali 44-latkowi wyprowadzić się z domu. Nie wiadomo jednak, czy była to bezpośrednia przyczyna strzelaniny. Wiadomo natomiast, że sprawca znał ofiary. Media podkreślają, że rodzice Smitha również zginęli.
Było wiele sygnałów ostrzegawczych i wiele osób zabrało głos. Nikt nie słuchał - przekonuje rozmówca AP.
Z jego słów wynika, że Smith był "pustelnikiem", który większość czasu spędzał w swoim pokoju przed ekranem komputera. – Nikt nie wiedział, co on tam robił 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu – powiedział mężczyzna.
Alan Smith studiował na Eastern Washington University, ale nie mógł znaleźć ani utrzymać pracy. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna nie był wcześniej karany.
Rozmowa z dyspozytorem
"New York Post" podaje, że służby wezwano na miejsce, ponieważ w okolicy "słychać było strzały". Zgłaszający mówili też o "nieprzytomnym dziecku".
Mamy do czynienia z sytuacją, w której padły strzały - powiedział dyspozytor numeru alarmowego z hrabstwa Yellowstone podczas nagrania, do którego dotarł "NYP".
Dyspozytor dodał, że w okolicy "ustawiono wóz strażacki", a prośba o wysłanie drugiego wozu dotarła tuż po godzinie 18:00.
W domu musi być też nieprzytomne dziecko - dodał dyspozytor, nie znając jeszcze rozmiarów tragedii.
Później dyspozytor powiedział: "Właśnie mamy jednego pacjenta z raną postrzałową głowy".
12-latka próbowała ratować bliskich?
Według Associated Press to 12-letnia Charlotte, jedna z ofiar, zdążyła zadzwonić pod numer 911.
Jedno, co wiemy na pewno, to to, że Charlotte była bohaterką. Zadzwoniła pod numer 911 i próbowała uratować swoją rodzinę - twierdzi Jennifer Mercer, sąsiadka i przyjaciółka rodziny, która założyła internetową zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów pogrzebu i innych wydatków.
Kobieta zaznaczyła, że lokalna społeczność jest zdruzgotana tym, co się wydarzyło.
W środę policja ma zorganizować konferencję prasową, podczas której przekazane zostaną kolejne szczegóły. To 22. masowa strzelanina w USA w tym roku.