Niósł martwą Brytyjkę w walizce. Żona Afgańczyka zabrała głos

Wstrząsające kulisy zbrodni w Atenach. Żona Afgańczyka podejrzanego o zabójstwo Elisabeth Jane Ross opowiedziała o momencie, w którym zrozumiała, że ciało odnalezione w walizce należy do jej przyjaciółki. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Lisa (w kółeczku) zginęła z rąk Afgańczyka (po prawej)Lisa (w kółeczku) zginęła z rąk Afgańczyka (po prawej)
Źródło zdjęć: © Facebook | archiwum prywatne
Rafał Strzelec

Jak przypomina "Daily Mail", współpracownicy i bliscy 38-letniej Elisabeth Jane Ross (znanej jako Lisa), brytyjskiej wolontariuszki z Edynburga, przez ponad dwa tygodnie żyli w niepewności. Kobieta od lat przyjeżdżała do Grecji, by pomagać uchodźcom i bezdomnym. W połowie lipca jej ciało odnaleziono ukryte w walizce w opuszczonym budynku w centrum Aten. O zabójstwo, rabunek i nielegalne posiadanie broni oskarżono 26-letniego Sharifa Ahmadzaia, Afgańczyka prowadzącego w Atenach chrześcijańską misję.

Kluczowym przełomem w śledztwie okazały się zeznania żony podejrzanego, Amerykanki Alainy Hall. Kobieta opowiedziała policji o nocy, w której nagle zrozumiała, że odnalezione zwłoki mogą należeć do jej przyjaciółki:

- Około 3 rano zerwałam się ze snu i pomyślałam o czymś strasznym. Przypomniałam sobie o ciele kobiety znalezionym w walizce bardzo blisko naszego domu. Bardzo się bałam, że to ciało należy do Lisy - mówi kobieta, cytowana przez "Daily Mail".

Zaniepokojona Alaina wysłała rano wiadomość do Elisabeth. Odpowiedzi, które otrzymała, wzbudziły jej jeszcze większe podejrzenia - język i styl wiadomości całkowicie nie pasowały do tego, jak porozumiewała się z przyjaciółmi Lisa. Jak się później okazało, z telefonu ofiary pisał Sharif Ahmadzai, by stwarzać pozory, że kobieta wciąż żyje. - Te wiadomości nie były w stylu Lisy, zarówno pod względem poziomu języka angielskiego, jak i użycia emotikonów, których nigdy nie używała - mówiła Amerykanka.

Podejrzenia kobiety skierowały się przeciwko mężowi po tym, jak przypomniała sobie, że w noc zaginięcia Lisy Ahmadzai był nieobecny w domu. Aplikacja lokalizacyjna wskazywała, że przebywa w mieszkaniu brytyjskiej wolontariuszki. Zapytała męża, jak to możliwe. Ten wytłumaczył, że wyszedł oglądać mecz piłki nożnej, ale poszedł do mieszkania Elisabeth, aby skorzystać z toalety.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 30 lipca Alaina zabrała dziecko i udała się na policję, przekazując śledczym pieniądze oraz nowy telefon, które otrzymała od męża. Mimo że monitoring zarejestrował 26-latka niosącego walizkę do opuszczonego budynku, oskarżony nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że zastał kobietę martwą w łazience i wpadł w panikę.

- Nigdy nikomu nie wyrządziłem krzywdy. Chcę, żebyście mnie zrozumieli i mi uwierzyli. Po prostu wpadłem w panikę - zeznał Afgańczyk.

Mężczyzna utrzymuje, że do wywiezienia ciała namówił go przypadkowo poznany starszy człowiek.

- Odpaliłem Peugeota, dojechałem w pobliże swojego domu i zaparkowałem. Wysiadłem z samochodu, wyciągnąłem walizkę z bagażnika i poszedłem do opuszczonego budynku naprzeciwko Uniwersytetu Panhelleńskiego. Tam znalazłem starszego mężczyznę, o którym wam mówiłem, tego, który dał mi radę. Powiedział mi, żebym zostawił walizkę u niego, a on się nią zajmie - powiedział Afgańczyk.

"Daily Mail" przypomina, że Ahmadzai dotarł na wyspę Lesbos w 2016 r. Następnie przeszedł na chrześcijaństwo i w 2023 r. poślubił urodzoną w USA chrześcijankę Alainę Hall, po czym razem założyli misję pomagającą uchodźcom w Atenach.

Śledczy badają motyw konfliktu na tle religijnym. Z relacji policji wynika, że Ahmadzai skarżył się żonie na naciski ze strony Elisabeth, która miała wywierać na niego presję, by dołączył do bardziej surowej grupy chrześcijańskiej.

Wybrane dla Ciebie