Poszli do jego domu. Pamela powtarzała "nie". Piekło w USA

Pamela Adelgren pozwała mężczyznę, który zgwałcił ją po randce umówionej przez Tindera. Choć ława przysięgłych uznała go za winnego, nie spędził ani dnia w więzieniu. "To był policzek w twarz" - mówi kobieta o wyroku.

Gwałt na randce z Tindera.Gwałt na randce z Tindera.
Źródło zdjęć: © Getty Images
Mateusz Domański

Do gwałtu doszło w lutym 2020 r. w mieszkaniu Williama Knappa Hathawaya IV na Manhattanie. Para poznała się przez Tindera, a po wspólnym wyjściu udała się do jego domu. Zbliżenie początkowo odbywało się za obopólną zgodą. Kiedy jednak Adelgren postanowiła je przerwać, co najmniej pięć razy powiedziała "stop". Hathaway nie uszanował jej decyzji. W kwietniu 2025 r. ława przysięgłych uznała go za winnego gwałtu trzeciego stopnia.

Prokuratura domagała się czterech lat więzienia, czyli najwyższej kary przewidzianej za ten czyn. Sędzia wybrał inne rozwiązanie: dziesięć lat dozoru oraz obowiązek wpisania Hathawaya do rejestru sprawców przestępstw seksualnych. Mężczyzna uniknął więzienia - zauważa "New York Post".

Cieszę się, że został skazany, ale kara wydaje się tak łagodna w porównaniu z tym, co mi zrobił - powiedziała Adelgren w rozmowie z "New York Post".

Przyznała, że po wyroku trudno jej ufać wymiarowi sprawiedliwości. - Nadal żyję w strachu. Kiedy wychodzę z domu, nawet przy codziennych czynnościach ciągle oglądam się przez ramię - opowiadała.

Adelgren przyjechała do Nowego Jorku z zamiarem rozwijania kariery w branży mody. Mówi, że po napaści jej życie potoczyło się inaczej. Dziś mieszka w Karolinie Północnej, zajmuje się tapicerowaniem mebli i przygotowuje się do pracy przy szyciu strojów tanecznych.

Teraz, ponad rok po ogłoszeniu wyroku, skierowała przeciwko Hathawayowi pozew do sądu federalnego. Domaga się odszkodowania za doznaną krzywdę oraz zakazu zbliżania się. Jak tłumaczy, chce pociągnąć go do dalszej odpowiedzialności i odzyskać poczucie wpływu na własne życie. Postępowanie cywilne dopiero się rozpoczęło.

Wybrane dla Ciebie