Przyznał się do zabójstwa, teraz mówi o wypadku. Sąd czeka na opinię

Anna Wajs-Wiejacka
Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem zabójstwa partnerkiMężczyzna został aresztowany pod zarzutem zabójstwa partnerki
Źródło zdjęć: © KPP Bieruń

Proces Mateusza M., oskarżonego o zabójstwo partnerki ze szczególnym okrucieństwem i zbezczeszczenie jej zwłok, wciąż trwa. Sprawca miał umieścić szczątki w beczce a następnie ją podpalić. Jak informuje "Fakt", Sąd Okręgowy w Katowicach czeka na kluczową ekspertyzę. Biegli mają ocenić, czy 32-letnia Małgorzata W. mogła zginąć wskutek nieszczęśliwego wypadku, jak obecnie twierdzi oskarżony.

Najważniejsze informacje

  • Małgorzata W. zaginęła w kwietniu 2024 r. w Chełmie Śląskim.
  • Mateusz M. początkowo przyznał się do zabójstwa, ale później zmienił wyjaśnienia.
  • Biegli z Krakowa mają ocenić, czy śmierć kobiety mogła być skutkiem nieszczęśliwego wypadku.

32-letnia Małgorzata W. mieszkała z partnerem i dwójką dzieci w Chełmie Śląskim. 21 kwietnia 2024 r. nie pojawiła się w pracy. Zaniepokojona rodzina zgłosiła jej zaginięcie. Wkrótce nad zalewem w Dziećkowicach odnaleziono samochód kobiety. Początkowo wszystko wskazywało na to, że mogła odebrać sobie życie.

Mateusz M., dziś 37-letni inżynier-technolog, nie wykazywał większego zaangażowania w poszukiwania partnerki. Jego zachowanie wzbudziło podejrzenia śledczych. Jak przypomina dziennik, gdy sprawą zajęli się kryminalni z Katowic, mężczyzna przyznał się do zabójstwa. Z jego relacji wynikało, że Małgorzata zginęła w domu po awanturze. Według śledczych partner miał ją udusić, a następnie zepchnąć ze schodów.


WIDEO
Obywatel Rumunii wpadł na Podkarpaciu. Brawurowa obława "Skorpionów"

Dwie wersje wydarzeń w sądzie

Prokuratura zarzuciła Mateuszowi M. zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oraz zbezczeszczenie zwłok. Według śledczych po śmierci Małgorzaty mężczyzna przeniósł jej ciało do piwnicy, a następnie próbował zatrzeć ślady. Część szczątków miał spalić w kominku, a pozostałe przewozić samochodem. Następnie umieścił je w beczce, którą podpalił. Ostatecznie wymieszał szczątki z cementem i zabetonował je w pobliżu remontowanej drogi.

Proces przed Sądem Okręgowym w Katowicach rozpoczął się w 2025 r. Oskarżony przedstawia obecnie inną wersję wydarzeń. Twierdzi, że Małgorzata spadła ze schodów i zginęła wskutek nieszczęśliwego wypadku, a później działał pod wpływem stresu. Od tego, jakie ustalenia poczyni sąd, zależy, za jakie przestępstwa mężczyzna zostanie uznany za winnego i jaka kara może mu grozić.

Kuzynka zmarłej nie wierzy w wyjaśnienia Mateusza M. – Dla mnie jego działanie było z premedytacją. Nie wierzę, że to był nieszczęśliwy wypadek – mówiła w rozmowie z "Faktem" Izabela. Jej zdaniem oskarżony zacierał ślady, aby rodzina nie poznała prawdy o śmierci Małgorzaty.

Ekspertyza z Krakowa kluczowa dla procesu

Jak informuje "Fakt", sąd od ponad roku czeka na opinię specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie. Biegli mają ocenić, czy przedstawiona przez oskarżonego wersja o przypadkowym upadku ze schodów i nagłej śmierci Małgorzaty jest możliwa.

Pełnomocnik rodziny, mec. Dariusz Kawalec, uważa, że ekspertyza może mieć istotne znaczenie dla oceny wyjaśnień Mateusza M. – Opinia jest ważna dla sądu, bo ma zweryfikować wiarygodność wypowiedzi oskarżonego – powiedział "Faktowi" prawnik. Rodzina chce, aby mężczyzna odpowiadał za zabójstwo.

Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach, biegli poprosili o przedłużenie terminu dostarczenia opinii do połowy listopada 2026 r. Jeśli ekspertyza wpłynie do sądu, proces może zakończyć się jeszcze w tym roku.

Wybrane dla Ciebie