Ciało Elisabeth-Jane Ross odnaleziono 18 lipca w Atenach, w walizce pozostawionej w opuszczonym budynku. Kobieta zaginęła trzy dni wcześniej, 15 lipca. Śledczy oskarżyli Afgańczyka, 26-letniego Sharifa Ahmadzaia o morderstwo, rozbój i nielegalne posiadanie broni.
Nigdy nikomu nie zrobiłem nic złego. Chcę, żebyście mnie zrozumieli i uwierzyli. Po prostu byłem w panice - cytuje jego słowa "Proto Thema".
W czasie sądowego posiedzenia Afgańczyk opisywał swoje życie rodzinne oraz działalność religijną i charytatywną. - Moja żona i ja jesteśmy ewangelikami, a jednocześnie zajmujemy się wolontariatem i działalnością charytatywną - mówił. Twierdził, że mieszkanie, w którym przebywała kobieta, miało służyć pomocą potrzebującym.
Według jego wersji 15 lipca wrócił do tego lokalu i zastał kobietę nieprzytomną w łazience. - Kiedy zapaliłem światło i poszedłem do łazienki, zauważyłem, że Lisa leży na podłodze i wypluwa z ust coś w rodzaju wody. Zadzwoniłem do niej dwa lub trzy razy, ale nie odpowiedziała. Zamarłem. Zdrętwiały mi nogi - zeznawał cytowany przez "Proto Thema".
Przyznał, że następnego dnia włożył ciało do czarnej walizki i przewiózł je czerwonym Peugeotem należącym do żony w okolice opuszczonego budynku naprzeciwko Uniwersytetu Panhelleńskiego. Twierdził też, że zabrał karty i telefon, pisał do bliskich kobiety, aby uwierzyli, że wszystko z nią w porządku. Pieniądze wypłacał, ponieważ był szantażowany.
Tuż obok uniwersytetu miał znaleźć starszego mężczyznę. - Zapytałem go, co by zrobił, gdyby miał w domu zwłoki. Powiedział mi, że powinienem zabrać je z domu, bo inaczej wpadnę w kłopoty. Oddałem wszystkie pieniądze, które wyjąłem z kart Lisy, staruszkowi, bo szantażował mnie, że wszystko powie policji. Ma na imię Nikos - przekonywał Afgańczyk w sądzie.