Brutalne morderstwo na UW. Ludzie nagrywali zamiast pomóc? Prokuratura wyjaśnia
7 maja 2025 r. na Uniwersytecie Warszawskim doszło do tragicznego ataku, w którym zginęła portierka, a pracownik straży został ranny. Prokuratura analizowała zachowanie świadków, którzy zdecydowali się nagrywać filmiki zamiast bezpośrednio pomagać - podaje TVN24. Śledztwo zostało umorzone.
Wieczorem 7 maja 2025 r. na Uniwersytecie Warszawskim miało miejsce dramatyczne zdarzenie. 22-letni student trzeciego roku prawa, Mieszko R., zaatakował siekierą 53-letnią portierkę na Uniwersytecie Warszawskim. Kobieta zginęła na miejscu. Pracownik Straży Uniwersyteckiej, który ruszył na pomoc, został poważnie ranny.
Napastnik został zatrzymany dzięki interwencji straży uczelnianej oraz funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa (SOP), który był na terenie kampusu w związku z wykładem ministra sprawiedliwości. Niedługo potem na miejscu pojawiła się policja i pogotowie, zapewniając dalszą pomoc.
Chaos informacyjny
Świadkami dramatu były osoby przebywające w pobliżu, ale chaos informacyjny sprawił, że większość z nich była nieświadoma, co dokładnie się dzieje. Studenci prawa trzeciego roku kontynuowali zajęcia, podczas gdy na zewnątrz rozgrywała się tragedia. Brak oficjalnej komunikacji zaniepokoił uczestników zdarzeń.
Wjechał w kobietę na pasach. Policja publikuje nagranie
Nagrania i zdjęcia z miejsca zdarzenia szybko trafiły zaś do mediów społecznościowych. Na początku były dostępne tylko na zamkniętej grupie studenckiej jako ostrzeżenie, jednak wkrótce zostały rozpowszechnione w sieci, co wzbudziło kontrowersje co do reakcji świadków.
Śledztwo i reakcje instytucji
Prokuratura badała sprawę, analizując także zachowanie świadków, którzy zdecydowali się nagrywać zamiast bezpośrednio pomagać. Władze uczelni podjęły kroki, by poprawić komunikację i zapewnić większe bezpieczeństwo w podobnych sytuacjach w przyszłości.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie w rozmowie z TVN24+ przekazał, że 17 kwietnia br. śledztwo zostało umorzone, ponieważ nie stwierdzono znamion czynu zabronionego. Śledczy ustalili, że bezpośrednio po ataku wiele osób w tym samym czasie dzwoniło pod numer 112 lub informowało Straż Uniwersytecką, mając świadomość, że służby zostały już powiadomione.
- Z uwagi na okoliczności zabójstwa, w szczególności działanie przez sprawcę na widoku, w miejscu publicznym, w obecności wielu świadków, w ogóle nie jest prawdopodobne, by którakolwiek z osób będąca świadkiem zdarzenia mogła zrealizować znamiona przestępstwa z artykułu 240 paragraf 1 Kodeksu karnego, gdyż zanim zamknąłby się dla niej termin na powiadomienie służb - w przepisie mowa o "niezwłocznym" zawiadomieniu - to służby nie tylko wiedziały, że doszło do popełnienia przestępstwa, lecz zdążyły już ująć sprawcę na gorącym uczynku - przekazał Piotr Skiba.