Zatrzymali ją w salonie kosmetycznym. Z koleżankami zgwałciła 20-latkę
W lutym tego roku policja zatrzymała 40-latkę poszukiwaną listem gończym w salonie kosmetycznym. Onet ujawnia, że kobieta miała razem z dwiema koleżankami dokonać gwałtu na 20-latce podczas imprezy w Warszawie. Kulisy sprawy są wstrząsające.
11 lutego policja poinformowała o zatrzymaniu 40-latki w salonie kosmetycznym na Mokotowie, która była poszukiwana na podstawie listu gończego wydanego przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Kobieta była skazana na 3,5 roku więzienia. Onet podał, że chodziło o dokonanie gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Teraz portal ujawnił szczegóły sprawy.
Jak czytamy, 40-letnia obecnie kobieta dokonała gwałtu na 20-latce razem z dwiema innymi koleżankami. Było to na domówce w Warszawie 11 lipca 2020 roku. Ofiara spotkała się z kolegą na piwie. Dołączyła do nich 35-letnia Aneta B. (imiona wszystkich osób zostały zmienione ze względu na dobro ofiary), która zaproponowała 20-latce udział w imprezie w jednym z mieszkań na Woli. Kobieta zgodziła się. W lokalu byli inni uczestnicy wydarzenia, w tym 34-letnia wówczas Joanna A. i 27-letnia Beata K. W pewnym momencie ofiara poczuła się źle i położyła się na materacu w jednym z pomieszczeń. Po 15 minutach rozpoczął się koszmar.
"(...) do pomieszczenia wpadły Aneta, Joanna i Beata. Zaczęły bić Katarzynę po twarzy, kopać ją po całym ciele, ciągnąć za włosy. Po chwili rozerwały jej bluzkę i rozebrały ją od pasa w dół, ściągając spodnie, majtki i buty, a następnie oblały ją piwem i zgwałciły ją, używając do tego pustej butelki. Kiedy jedna z nich to robiła - w toku procesu ustalono, że była to Beata K. -, pozostałe przytrzymywały ofiarę" - opisuje Onet.
Koszmar trwał kilkadziesiąt minut. Gdy ofiara wyszła z pomieszczenia, uczestnicy imprezy ubliżali jej. Konkubent Beaty bił ofiarę, ciągnął ją za włosy po ziemi, rozebrał do naga i robił jej zdjęcia telefonem. Inny mężczyzna, Mariusz B., uderzył ją w klatkę piersiową. Obaj odpowiadają m.in. za bezprawne pozbawienie wolności i spowodowanie uszczerbku na zdrowiu. Ofiara wzywała pomocy, ale napastniczki mówiły jej, że "nikt jej nie pomoże", że "jęczy jak chomik" i wciąż obrażały 20-latkę.
Pokrzywdzona opuściła mieszkanie dopiero wtedy, gdy opuścili je oprawcy. Drzwi otworzył jej właściciel lokalu. Nie uczestniczył w ataku na dziewczynę, ale też nie reagował na jej krzywdę. Następnie udała się do znajomego. Opowiedziała, co ją spotkało. Ofiara powiadomiła swojego opiekuna z Ośrodka Pomocy Społecznej. Ten zawiadomił policję.
Według akt sprawy, do których dotarł Onet, oprawcy chcieli się zemścić na 20-latce. Zarzucali jej, że przyczyniła się do uwięzienia ich znajomego. Mężczyzna próbował dokonać seksualnej napaści na Katarzynę dwa lata wcześniej. Kobieta krzyczała, ktoś wezwał policję, napastnika zatrzymano. Spędził kilka miesięcy w areszcie.
Jak ostatecznie zakończyła się ta sprawa? Ofiara rozpoznała wszystkich oprawców na okazaniu. Proces trwał kilka lat. Wszystkie trzy oprawczynie zostały skazane na 3,5 roku więzienia. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł też tysiąc złotych nawiązki dla pokrzywdzonej. Sędzia uznał, że "działania oskarżonych cechował zamiar umyślny, współdziałały świadomie, nie tylko godziły się na doprowadzenie Katarzyny L. do obcowania płciowego, ale wyraźnie taki stan rzeczy akceptowały, co w konsekwencji pozwala przypisać każdej z nich na równi odpowiedzialność" za przestępstwo.
Onet ujawnia także, kim były oprawczynie. Dwie z nich, Joanna A. i Aneta B., są matkami. Ta druga ma trójkę dzieci. W momencie, gdy dopuszczała się przestępstwa, była z trzecim dzieckiem w ciąży. Mimo tego podczas imprezy piła alkohol. Kobiety utrzymywały się z zasiłków i alimentów lub dzięki swoim partnerom. Obrońcy trzech oprawczyń wnosili apelację, ale sąd oddalił ich wnioski.