Osiem lat od zbrodni w Cerekwicy Starej. "Za jedną śmierć nigdy nie odpowiedział"
Mija osiem lat od brutalnej zbrodni, do której doszło w Cerekwicy Starej (woj. wielkopolskie). 22-letni wówczas Eryk J. zabił rodziców byłej partnerki, zaatakował ciężarną kobietę i jej siostrę. - On chciał zabić i dobrze wiedział, co robi. Zabrał życie mojemu bratu i jego żonie, a Natalii zniszczył życie - mówi po latach siostra zamordowanego mężczyzny w rozmowie z "Faktem".
Cerekwica Stara to niewielka, licząca zaledwie 200 mieszkańców miejscowość. W marcu 2018 r. doszło w niej do tragedii, o której usłyszała cała Polska.
22-letni wówczas Eryk J. nocą wdarł się do domu swojej ciężarnej partnerki i zaatakował nożem ją oraz jej bliskich. Rodzice Natalii nie przeżyli brutalnego ataku. Ranne zostały ich córki: 22-latka oraz 25-letnia Natalia będąca w 9. miesiącu. Nożownik ugodził ją kilkukrotnie nożem. Celował w brzuch.
Eryk J. nie chciał być ojcem. Dlatego obmyślił makabryczny plan. Zanim poszedł do domu byłej dziewczyny, kupił noże i bagnety.
On chciał zabić i dobrze wiedział, co robi. Zabrał życie mojemu bratu i jego żonie, a Natalii zniszczył życie - mówi "Faktowi" po latach ciocia Natalii.
Ofiar mogło być więcej. Oprócz Natalii, jej rodziców i babci, w domu mieszkały również dwie siostry 25-latki. Jedna z mężem oraz dwiema małymi córeczkami.
On miał plan, żeby zabić też córeczki siostry Natalii, które były w domu - twierdzi rozmówczyni "Faktu".
To właśnie partner siostry Natalii zdołał wezwać pomoc. Jednak - zanim policja dotarła na miejsce, J. zdążył uciec. Po ataku wrócił do swojego mieszkania i tam, po kilku godzinach, został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Miał 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Adaś nie przeżył
Lekarzom udało się uratować życie Natalii i jej synka. Adaś przyszedł na świat w wyniku cesarskiego cięcia. Urodził się jednak z niedotlenieniem mózgu, a w jego organizmie zaszły poważne zmiany neurologiczne.
Po brutalnym ataku chłopiec wrócił z mamą do domu. Zmarł kilka miesięcy później.
Zatrzymało się jego serce. On miał porażenie czterokończynowe, nie widział, miał czterokrotnie przetaczaną krew. Wszystko przez ten atak, bo w czasie ciąży to było zupełnie zdrowe dziecko - wspomina ciotka Natalii w rozmowie z "Faktem".
Eryk J. usłyszał sześć zarzutów, w tym m.in. zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Mężczyzna został prawomocnie skazany na dożywocie. Dopiero za 40 lat będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie.
Za jedną śmierć nigdy nie odpowiedział. Za śmierć Adasia. Gdyby nie on, mały urodziłby się zdrowy, a jego śmierć była spowodowana tym, co się stało, gdy był jeszcze w brzuchu mamy - podkreśla rozmówczyni dziennika.
Chłopiec spoczął w jednym grobie ze swoimi dziadkami. Jak dowiedział się "Fakt", Natalia nadal mieszka w domu w Cerekwicy Starej, razem z babcią i siostrą. Młoda kobieta do dziś nie uporała się z tą tragedią.
Eryk J., jak twierdzi rozmówczyni dziennika, "w więzieniu czuje się całkiem dobrze". Mężczyzna siedzi w jednoosobowej celi.