Najważniejsze informacje
- We wtorek w Isfahanie publicznie stracono Abolfazla Sepahiego Badjaniego i Amirhosseina Safari Hosseinabadiego.
- Irański wymiar sprawiedliwości łączy ich ze sprawą dotyczącą wydarzeń z 8 stycznia i śmierci czterech funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.
- Organizacje i eksperci ds. praw człowieka alarmują o ryzyku kolejnych egzekucji oraz o problemach z rzetelnością procesów.
Protesty, które wybuchły pod koniec grudnia i nasiliły się w styczniu 2026 r., uruchomiły w Iranie falę zatrzymań. W kolejnych miesiącach zapadały następne wyroki śmierci wobec osób oskarżanych o udział w demonstracjach. Zdaniem organizacji broniących praw człowieka i części mediów egzekucje mają być elementem szeroko zakrojonych represji wobec przeciwników władz.
Jak informuje FOX News, we wtorek 28 lipca w Isfahanie publicznie stracono Abolfazla Sepahiego Badjaniego i Amirhosseina Safariego Hosseinabadiego. Jak podają Narodowa Rada Oporu Iranu (NCRI) oraz irańskie media państwowe, egzekucję wykonano na Placu Shahid Alikhani.
Według relacji świadków część zgromadzonych zaczęła krzyczeć: "Hańba! Hańba!", protestując przeciwko wykonaniu wyroku. Chwilę później siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego, aby rozpędzić tłum.
WIDEOJechał po partnerkę z ośrodka. Policjanci odkryli, co miał na sumieniu
Irańskie władze twierdzą, że obaj mężczyźni brali udział w wydarzeniach z 8 stycznia na Placu Shahid Alikhani. Według oficjalnej wersji mieli mieć związek ze śmiercią czterech funkcjonariuszy policji. Państwowa agencja Mehr przekazała, że egzekucję przeprowadzono publicznie, w obecności zgromadzonych na placu ludzi.
Mężczyźni usłyszeli zarzuty moharebeh ("wrogość wobec Boga") oraz efsad-fil-arz ("szerzenie zepsucia na ziemi"). Oskarżono ich także o niszczenie i podpalanie mienia publicznego. Z kolei Narodowa Rada Oporu Iranu (NCRI) twierdzi, że oskarżeni nie mogli swobodnie wybrać swoich obrońców, a nawet prawnicy wyznaczeni z urzędu nie otrzymali dostępu do akt sprawy.
Obawiając się oburzenia społecznego po tej brutalnej zbrodni, represyjne siły reżimu rozmieściły agentów na okolicznych ulicach i na dachach - napisała w serwisie X Maryam Rajavi, określana przez Narodową Radę Oporu Iranu (NCRI) jako prezydent elekt.
Inną wersję wydarzeń przedstawiają irańskie władze. Władza sądownicza przekonuje, że skazani mieli zapewnioną obronę prawną i korzystali z możliwości odwołania. Według urzędników wyrok oparto m.in. na raportach policji, materiałach z telefonów, zeznaniach świadków, przyznaniu się oskarżonych oraz rekonstrukcji zdarzeń.
Eksperci ONZ ostrzegają, że pozostali oskarżeni w tej sprawie także mogą zostać skazani na śmierć. W oświadczeniu napisali, że młodzi mężczyźni byli zatrzymywani bez podstaw, a część z nich miała zniknąć na jakiś czas i być źle traktowana.
Organizacja Human Rights Watch podała, że w ciągu ostatnich czterech miesięcy w Iranie wykonano co najmniej 50 wyroków śmierci. Chodziło o sprawy, w których władze stawiały oskarżonym zarzuty związane z bezpieczeństwem państwa.
Kolejne egzekucje i ryzyko następnych wyroków
Według dostępnych informacji mężczyźni byli częścią grupy 12 uczestników protestów, którzy usłyszeli wyroki śmierci w głośnej sprawie określanej jako Alikhani Square. 19 lipca stracono także Erfana Esfandiariego i Gola Mohammada Mohammadiego. Oznacza to, że w tej sprawie wykonano już cztery egzekucje.
Mahmood Amiry-Moghaddam, szef organizacji Iran Human Rights, ostro skrytykował działania irańskich władz. Jego zdaniem publiczne egzekucje mają przede wszystkim zastraszyć społeczeństwo i zniechęcić ludzi do udziału w kolejnych protestach. Podkreślił też, że takie działania są formą terroru państwowego i nie powinny być akceptowane przez społeczność międzynarodową.
Sięgając po raz kolejny po średniowieczną praktykę publicznych powieszeń, Islamska Republika próbuje zaszczepić strach w całym społeczeństwie i zniechęcić do przyszłych protestów" - napisał na X.