Skatowali 1,5-roczne dziecko. Sąsiedzi tłumaczą, że "nic nie widzieli"
W styczniu 2026 roku na SOR w Nowym Sączy trafiła 20-miesięczna dziewczynka. Dziecko miało rozległe obrażenia, miało m.in. połamane żebra i krwiaka mózgu. Do aresztu trafiła 22-letnia matka dziewczynki i jej 18-letni partner. Sąsiedzi pary tłumaczą, że nie widzieli nic niepokojącego w ich zachowaniu. Wiadomo, że obydwoje byli pod opieką miejscowego MOPS.
Sprawę pobicia 1,5-rocznego dziecka opisuje "Gazeta Wyborcza". 22-letnia Julia K. i jej 18-letni partner Michał P. zostali aresztowani. Parze grozi na razie 8 lat pozbawienia wolności. Sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu. Jeżeli okaże się, że doszło do znęcania ze szczególnym okrucieństwem, groźba kary wzrośnie do 10 lat.
Dziewczynkę w styczniu do szpitala zabrał zespół ratownictwa medycznego. Była w krytycznym stanie. Miała rozległe obrażenia. Ratowników zaalarmowała 22-letnia matka dziecka. Wraz ze swoim partnerem została zatrzymana przez policję w szpitalu, gdy o obrażeniach szpital zawiadomił służby. Lekarze mają podejrzenia, że dziecko było bite od dłuższego czasu.
Połamane żebra, krwiak mózgu, obrażenia głowy, złamana rączka, liczne siniaki na całym ciele - opisuje charakter obrażeń prok. Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Wiadomo, że 22-latka miała trójkę innych dzieci. Zostały jej odebrane. Rodzina była pod opieką MOPS. Dlaczego ośrodek nie zauważył niczego niepokojącego? To wyjaśni kontrola, którą zleciły władze miasta.
Dziennikarze "Wyborczej" pojechali do miejsca, gdzie mieszka para. Również sąsiedzi 22-latki i 18-latka nie widzieli niczego niepokojącego.
Tak, na trzecim piętrze. Niedawno się wprowadzili. Ale tu jest dużo małżeństw z dziećmi i te dzieci ciągle płaczą. A ciężko rozpoznać, z jakiego powodu takie małe dziecko płacze. Nic niepokojącego nie widzieliśmy. Straszna tragedia - powiedział dziennikarzom jeden z sąsiadów.
Z kolei napotkana na miejscu kobieta zarzeka się, że "od razu by wyleciała", gdyby coś usłyszała.
Ja przyrzekam, że nic nie widziałam. A ja jestem taka, żebym od razu wyleciała - mówi sąsiadka pary.
Według lokatorów "obydwoje zatrzymanych to towarzystwo z poprawczaka". 18-latek miał mieć problemy za narkotyki. Jedna z sąsiadem przypomina sobie, że kiedyś u pary interweniowała policja. Funkcjonariusze nie chcą jednak ujawnić, co było przyczyną interwencji. Twierdzą, że "nie była to przemoc domowa".
Podejrzani nie przyznali się do winy. Nie są w stanie sensownie wyjaśnić jak doszło do rozległych obrażeń u 1,5-rocznego dziecka. Wiadomo, że dziewczynkę czeka żmudna rehabilitacja. W przyszłości okaże się, czy obrażenia nie spowodowały u niej niepełnosprawności.