Do tragedii doszło w domu rodzinnym w Peterhead. Dahlia-Rose zmarła w łóżku swojej matki, a obrażenia były tak rozległe, że ratownik medyczny początkowo miał wrażenie, jakby ciało dziecka było w stanie rozkładu.
W zeszłym miesiącu, po procesie w Sądzie Najwyższym w Aberdeen, Gartshore uznano winną zabójstwa z winy umyślnej. Teraz Sąd Najwyższy w Edynburgu wymierzył jej karę sześciu lat pozbawienia wolności - informuje "The Sun".
Sędzia Simon Collins ocenił sprawę jako wyjątkowo niepokojącą i podkreślał, że doszło do rażącego naruszenia podstawowego obowiązku rodzicielskiego. Wskazał też, że choć kobieta nie miała zamiaru skrzywdzić ani zabić córki, jej zachowanie spełniało kryteria najwyższego stopnia niedbalstwa.
Sędzia mówił również, że powinno być oczywiste, iż dziecko doświadcza poważnego bólu i cierpienia. Jako prawdopodobną przyczynę śmierci wskazał hipotermię oraz udar cieplny.
W postępowaniu przedstawiono okoliczności poprzedzające śmierć niemowlęcia. Sąd wysłuchał relacji, że we wrześniu 2023 r. Gartshore piła alkohol ze znajomymi w sklepie Aldi, a następnie wróciła taksówką do domu po sprzeczce z jedną z osób. Będąc już w domu zgłosiła, że obudziła się i znalazła córkę martwą. W rozmowie nie wspomniała o użyciu suszarki do włosów.
Obrona zwracała uwagę na jej traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa, problemy ze zdrowiem psychicznym, historię przedawkowań i samookaleczeń, a jednocześnie utrzymywała, że do nocy śmierci dziecka miała zapewniać córce odpowiednią opiekę. Po ogłoszeniu wyroku prosiła sąd, by nie umieszczać jej w zamknięciu, argumentując to stanem psychicznym.
W sprawie pojawiały się także wątki dotyczące zachowania kobiety już po zdarzeniu. Przez niemal trzy lata miała utrzymywać, że nie zrobiła nic złego, a bliskim tłumaczyć śmierć dziecka zespołem nagłej śmierci łóżeczkowej. Ława przysięgłych odrzuciła tę wersję.