Franklin odpowiada za czyny, do których miało dojść w latach 1991-1995 w szkole. Według relacji przytaczanej w sądzie chłopiec miał wtedy dziewięć lat, gdy trafił do jej klasy, a następnie został objęty prywatnymi korepetycjami.
Mężczyzna dziś ma ponad 40. Opisywał przed sądem liczne sytuacje o charakterze seksualnym. W jego wersji Franklin miała m.in. przywiązywać go do małżeńskiego łóżka, zakładać opaskę na oczy i używać piórka do łaskotania, a potem dopuszczać się wobec niego przemocy seksualnej.
Twierdzi, że dopiero po latach część wspomnień zaczęła go obciążać, gdy lepiej rozumiał znaczenie tego, co miało się wydarzyć.
Sprawa toczy się przed sądem koronnym w St Albans. W trakcie rozprawy obrończyni oskarżonej, Aisling Byrnes, pytała o to, czy doszło do kontaktów seksualnych między Franklin a chłopcem. Franklin twierdzi, że pamięta wszystko dzięki przeglądaniu starych zdjęć - podaje "The Sun".
Zaprzecza wszystkim stawianym jej zarzutom. Twierdzi, że nigdy go nie przywiązywała, nie było między nimi kontaktu seksualnego, nie rozbierała się również przed nim. Zaprzecza również, jakoby nauczyła chłopca całować się.
Powiedziała ławnikom, że nie byłoby dla niej niczym "niezwykłym" przebywanie w sypialni ucznia lub na jego łóżku podczas udzielania mu korepetycji. Przyznała, że mogła go zaprosić do swojego domu, ale tylko na korepetycje. W czasie nauki chłopiec miał głównie siedzieć przy biurku.
Kobieta nie przyznaje się do ośmiu zarzutów poważnego naruszenia obyczajów wobec chłopca poniżej 14. roku życia. Proces wciąż trwa.