Zbrodnia, do której doszło w północnych Indiach, wstrząsnęła nie tylko tamtejszymi organami ścigania, ale też milionami internautów śledzących losy 28-letniej Manjeet Kaur. Kobieta była dobrze znaną w regionie postacią mediów społecznościowych - informuje "Bild".
Do tragicznych w skutkach wydarzeń doszło 3 lipca. Jak relacjonuje rodzina ofiary, 28-latka została zwabiona pod fałszywym pretekstem przez dwóch znajomych w okolice sklepu monopolowego. To stamtąd oprawcy mieli ją uprowadzić i wywieźć do pobliskiego lasu, gdzie rozegrał się prawdziwy dramat.
Sprawcy przywiązali bezbronną kobietę do drzewa, a następnie oblali ją łatwopalną substancją i podpalili żywcem.
Płonącą 28-latkę zauważył jeden z jej znajomych, który natychmiast ruszył na ratunek. Mężczyzna zdusił płomienie za pomocą koca i przetransportował ciężko ranną kobietę do szpitala w mieście Chandigarh.
Dla Manjeet rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem. Influencerka przez 54 dni walczyła o życie na oddziale intensywnej terapii. Niestety, w wyniku rozległych poparzeń jej organizm się poddał. Kobieta zmarła 26 sierpnia.
Szok, co wykazała sekcja zwłok
Sprawa nabrała dodatkowego, makabrycznego wymiaru tuż po śmierci 28-latki. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że Manjeet Kaur była we wczesnej ciąży.
Ten fakt rzuca nowe światło na potencjalny motyw zbrodni. Matka zamordowanej twierdzi, że jeden z mężczyzn z otoczenia jej córki nie chciał tego dziecka i od dłuższego czasu wywierał na nią ogromną presję.
Policja prowadzi dochodzenie w kierunku porwania i morderstwa, a na celowniku służb znalazło się dwóch podejrzanych. Obecnie trwa szczegółowa analiza nagrań z kamer monitoringu, które mają pomóc w dokładnej rekonstrukcji przebiegu tej tragicznej nocy. Na ten moment służby nie poinformowały o żadnych oficjalnych aresztowaniach.