Meera Syal opowiedziała o swoich doświadczeniach na łamach brytyjskiego dziennika "The Times", podkreślając, że mówi o tej traumie publicznie po raz pierwszy. Do dramatycznych wydarzeń doszło w Londynie, gdy aktorka miała zaledwie dwadzieścia kilka lat.
W latach 80. kariera Syal znajdowała się w martwym punkcie. Przyszła gwiazda telewizji zarabiała na życie, śpiewając w zespole jazzowym, i intensywnie poszukiwała pracy jako kelnerka. Właśnie wtedy otrzymała propozycję od starszego znajomego po fachu. Mężczyzna zaprosił ją do swojego domu, obiecując, że pozna ją z osobami odpowiedzialnymi za castingi, co miało stanowić dla niej przepustkę do wielkiego świata filmu.
Gdy aktorka dotarła na miejsce, okazało się, że jest jedynym zaproszonym gościem. Mimo to postanowiła zostać na kolację. Jak wspomina po latach, nie czuła zagrożenia, ponieważ mężczyzna był niemal rówieśnikiem jej ojca - darzyła go zaufaniem. Niestety, zaraz po posiłku gospodarz zaatakował - podaje "The Times".
Próbował ją zgwałcić
Syal relacjonuje, że mężczyzna - pomimo oporu - próbował ją zgwałcić. Młodej kobiecie udało się jednak stawić opór, wyrwać napastnikowi i uciec taksówką do domu przyjaciółki.
Z obawy przed tym, jak ewentualny proces karny wpłynąłby na nią samą i jej rodziców, Syal przez dekady nikomu nie zgłosiła napaści. Wyznała jednak, że to koszmarne wydarzenie całkowicie zmieniło jej życie.
Swoim przyjaciołom opowiedziała o zajściu dopiero po wielu latach. Wtedy odkryła, że większość z jej znajomych kobiet doświadczyła w przeszłości podobnych sytuacji. To właśnie ta trauma i poczucie niesprawiedliwości popchnęły ją do tworzenia silnych, niezależnych postaci kobiecych - ról, które ostatecznie utorowały jej drogę na szczyt.