Alexander Z. miał za sobą trudną przeszłość. Jeszcze niedawno bronił swojej ojczyzny przed rosyjską inwazją. Po przeprowadzce do Niemiec zamieszkał z rodziną w jednym z wieżowców w dortmundzkiej dzielnicy Hörde. To właśnie tam doszło do tragedii - donosi "Bild".
Jak wynika z ustaleń śledczych, 49-latek odpoczywał na kanapie, gdy został zaatakowany. Dwa ciosy nożem w klatkę piersiową okazały się fatalne w skutkach - ostrze przebiło płuco i serce.
Choć na miejsce szybko przybyły służby ratunkowe, życia wykrwawiającego się mężczyzny nie udało się uratować. Co szokujące, pod numer alarmowy zadzwonił sam sprawca - 15-letni Kevin, syn ofiary. Nastolatek został natychmiast zatrzymany przez policję na miejscu zbrodni.
Radykalizacja czy dramat rodzinny?
Dla sąsiadów zbrodnia jest wstrząsem. Wielu z nich zapamiętało 15-latka jako miłego i uprzejmego chłopca. Śledczy badają obecnie dwa główne wątki, które mogły popchnąć nastolatka do zabójstwa ojca.
Pierwszy z nich dotyczy kwestii religijnych. Z nieoficjalnych informacji, do których dotarły niemieckie media, wynika, że na rok przed morderstwem Kevin przeszedł na islam. Jego znajomi przyznają, że chłopak posiadał Koran, regularnie uczęszczał do meczetu i codziennie modlił się w swoim pokoju - ustalił "Bild".
Drugi scenariusz kreśli znacznie mroczniejszy obraz relacji rodzinnych. Z relacji mieszkańców bloku wynika, że rodzina żyła raczej na uboczu, a z ich mieszkania często dochodziły odgłosy awantur. Jedna z sąsiadek zasugerowała nawet, że w domu mogło dochodzić do aktów przemocy. W dniu morderstwa świadkowie usłyszeli dobiegające zza ściany przeraźliwe krzyki Alexandra Z., po których nagle zapadła głucha cisza. Czy powodem ataku była kolejna kłótnia? Na to pytanie ma odpowiedzieć policyjne dochodzenie.
Interesy 15-letniego Kevina przed sądem będzie reprezentował doświadczony adwokat, Ali Mojab. Prawnik podkreśla w rozmowach z prasą, że sprawa jest wielowątkowa i przed wydaniem ostatecznych wyroków należy szczegółowo zbadać tło rodzinne. Z punktu widzenia prawa istotny może okazać się fakt, że to sam nastolatek wezwał pogotowie.