Najważniejsze informacje
- Patricia Knight Meyer twierdzi, że jako dziecko trafiła do rodziny w ramach adopcji, organizowanej przez prawnika.
- Jej adoptujący rodzice nie mieli aktu urodzenia ani pewnej daty jej narodzin, a za "formalności" płacili dziesiątki tys. dolarów.
- Po latach kobieta odnalazła biologicznego ojca dzięki DNA; ich relacja była bliska aż do jego śmierci w 2021 r.
Patricia Knight Meyer, dziś 56-letnia mieszkanka Teksasu, przez lata żyła z poczuciem, że jej historia nie układa się w całość. Jak informuje angielskie metro.co.uk, dopiero jako nastolatka zaczęła rozumieć, że w opowieści rodziców jest wiele luk.
Gdy miała 12 lat, potrzebowała numeru Social Security (system ubezpieczeń społecznych), aby wystąpić w profesjonalnym spektaklu. Wtedy ojciec powiedział jej, że nie może go otrzymać. Okazało się, że rodzina nigdy nie dostała jej aktu urodzenia. Co więcej, rodzice nie znali nawet dokładnej daty jej urodzenia.
W domu od dawna wisiało nad nią widmo porwania. Adoptująca matka ostrzegała córkę, by pod żadnym pozorem nie wsiadała do obcego samochodu, nawet jeśli ktoś próbowałby ją zaczepić pod szkołą lub na ulicy.
WIDEOZembaczyński uderza w PiS. "Oni są jak billboard"
Jeśli ktoś kiedykolwiek przyjdzie do szkoły albo podjedzie do ciebie na ulicy i każe ci wsiąść do samochodu, nie idź z nim - mówiła Patricia.
Prawda była taka, że Patricia padła ofiarą handlu ludźmi - choć jej rodzice sądzili, że po prostu ominęli oficjalne procedury.
Dorastając, czułam, że czegoś mi brakuje. Mimo że rodzice zawsze mówili mi, iż jestem adoptowana, wyraźnie czułam, że kryje się w tym jakaś tajemnica – że jest coś, o czym mi nie mówią - przyznała.
Przełom nastąpił, gdy Patricia miała 18 lat. Wtedy dowiedziała się, że jej rodzice skorzystali z pomocy prawnika o imieniu Bob – imię zostało zmienione. Według jej relacji to on miał polecić im, by pojawili się pod szpitalem i "po prostu zabrali dziecko" bez wymaganych dokumentów.
Rodzina miała później opłacać rachunki związane z pobytem biologicznej matki i porodem. Ostatecznie przekazano 30 tys. dolarów, ale – jak twierdzi Patricia – odpowiednich dokumentów nigdy nie otrzymali.
Pierwsze spotkanie z biologiczną matką w Teksasie
Pierwsze spotkanie Patricii z biologiczną matką nie wyglądało tak, jak sobie wyobrażała. Zamiast hotelowego lobby, kawiarni czy parku spotkały się na zakurzonym parkingu przed lokalem ze smażoną rybą. - To wszystko nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażałam - wspomina Patricia.
Kobieta szybko zauważyła u Dinah znajome oczy i uśmiech. Jednocześnie niemal od razu poczuła, że rzeczywistość nie pasuje do historii, które przez lata słyszała jako dziecko.
Podczas rozmowy Patricia zapytała Dinah o swojego biologicznego ojca. Odpowiedź ją zaskoczyła.
Chciałabym mieć lepsze wieści, ale zostałam zgwałcona - miała powiedzieć Dinah. Patricia wspomina, że był to dla niej trudny moment. Jeszcze bardziej zaskoczył ją sposób, w jaki kobieta przekazała tę informację. - To był cios. Powiedziała to, kiedy jadła kanapkę, w pierwszych 30 minutach naszego spotkania. Padło to tak lekko - relacjonuje.
Przez kolejny rok Patricia próbowała budować relację z biologiczną matką. Z czasem zaczęła jednak postrzegać Dinah jako osobę dominującą i skupioną przede wszystkim na sobie. Patricia przypuszcza, że takie zachowanie mogło mieć związek z traumą, której doświadczyła jej matka, a także z latami życia w cieniu wstydu i tajemnicy związanej z adopcją. Wciąż nie dawała jej też spokoju kwestia biologicznego ojca.
Po roku chodzenia na palcach miałam poczucie, że nie mogę być sobą i mówić, co naprawdę myślę. Bałam się, że jeśli się ode mnie odetnie, już nigdy nie znajdę biologicznego ojca. Musiałam więc to znosić i liczyć, że w końcu powie prawdę - wspomina Patricia.
Patricia napisała później wspomnienia zatytułowane "Wonderland – Memoir of a Black Market Adoption", które żartobliwie nazywa "podręcznikiem tego, jak nie robić spotkania".