Awantura i "zaskakująca sytuacja" na rozprawie Sebastiana M. Trwa proces
Strażacy zeznający przed sądem w trakcie rozprawy Sebastiana M. nie ukrywali, że "zdarzenie zapadło im w pamięć". Jeden z nich przyznał, że dojazd do wypadku był utrudniony, a świadkowie zatrzymywali się, aby robić zdjęcia palącej się Kii. Podczas rozprawy doszło do zaskakującej sytuacji. Trójka świadków jednocześnie spóźniła się do sądu. Powód? Warunki atmosferyczne. W trakcie rozprawy doszło też do awantury.
Sebastian M. znów stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim. Mężczyzna oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina, jadąca osobową Kią. Rodzice z 5-letnim chłopcem.
W trakcie rozprawy, która odbyła się 10 lutego, zeznawali strażacy z OSP. To oni jako pierwsze służby dotarli na miejsce wypadku. Pięciu mężczyzn i kobieta byli zgodni: widok, który ukazał im się po ugaszeniu osobowej Kii, był "wstrząsający".
Zauważyliśmy po jakimś czasie, że coś znajduje się w środku pojazdu. Zobaczyliśmy kierowcę pojazdu. Po chwili usłyszałem, że ktoś znajduje się z tyłu. To byli spaleni ludzie. Wstrząsający widok - powiedział jeden z zeznających mężczyzn.
Z kolei kobieta, która interweniowała w czasie wypadku, szczerze przyznała, że dowódca kazał jej wrócić do pojazdu.
Dowódca dowiedział się, że w aucie było dziecko. Powiedział, że mam wrócić do pojazdu, żebym nie oglądała tych drastycznych scen. Sama mam dzieci. To mógł być wstrząs - zeznała kobieta, która służy w OSP w Srocku.
Emocjonującym zeznaniom strażaków towarzyszyły łzy rodziny ofiar wypadku.
Strażacy mieli problem. Nie mogli dojechać na miejsce wypadku
Kierowca, który prowadził wóz OSP, również przyznał, że unikał "przykrego widoku", który ukazał się jego oczom po ugaszeniu Kii. Wskazał, że jego rolą było oświetlenie miejsca zdarzenia.
Strażak przyznał, że miał problem z dojechaniem na miejsce. Kierowcy na autostradzie A1 nie stworzyli korytarza życia. Zachowanie części zmotoryzowanych było kontrowersyjne.
Widzieliśmy, że część kierowców zwalniała przy wypadku, nagrywała filmy, oglądała płonące auto. To znacznie utrudniło dojazd na miejsce - ujawnił członek OSP w Srocku.
Kierowca z OSP zeznał, że "był obejrzeć samochód marki BMW", który należał do Sebastiana M. Strażacy przyznali, że pojazd znajdował się ok. 300 metrów od płonącej Kii.
Byłem obejrzeć samochód marki BMW. Zauważyłem, że pojazd miał mocno rozbity prawy przód. Na miejscu zauważyłem mężczyznę. Z mediów dowiedziałem się, że to Sebastian M. Poza nim było tam ok. 5 osób. Wśród nich 2 policjantów - przekazał strażak.
Świadkowie w procesie Sebastiana M. spóźnili się na rozprawę
Podczas rozprawy Sebastiana M. doszło do zaskakującej sytuacji. Trzech świadków, którzy mieli zeznawać na procesie, spóźniło się do sądu ok. 30 minut. Wydawało się, że nie dotrą na salę rozpraw. Wszystko przez trudne warunki atmosferyczne. Na drogach w woj. łódzkim spadł marznący deszcz. Gołoledź utrudniła poruszanie się.
- To wyjątkowo zaskakująca sytuacja - skomentowała sędzia Renata Folkman.
Ostatecznie obyło się bez odroczenia rozprawy i ponownego wzywania świadków. Po pół godzinie cała trójka strażaków dotarła na miejsce.
Oświadczenie Sebastiana M. Adwokat nie wytrzymał
W trakcie rozprawy Sebastian M. wygłosił oświadczenie, w którym po raz kolejny zarzucił prokuraturze fałszowanie dowodów. Stwierdził, że służby za szybko posprzątały po zdarzeniu. Uważa, że jest "osobą niewinną", a "do wypadku doprowadziły usterki techniczne Kii", którą podróżowała rodzina. Podpiera się m.in. tezą o tym, że Kia miała jechać na kole dojazdowym.
Oświadczenie oskarżonego jest niezgodne z materiałem dowodowym zebranym przez śledczych. W toku śledztwa ustalono, że Kia jechała prawidłowo i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Według prokuratury to M. najechał na osobową Kię, doprowadzając do pożaru, w którym zginęły ofiary.
Oświadczenie wzburzyło prok. Konstancję Paprotną-Tobiczyk, rodzinę ofiar wypadku na A1 oraz mec. Łukasza Kowalskiego, pełnomocnika rodziny ofiar. Prokurator z Prokuratury Okręgowej w Katowicach stwierdziła, że "oskarżony manipuluje faktami" i "wybiórczo odnosi się do zebranego materiału dowodowego".
Jeszcze ostrzej zareagowali przedstawiciele rodzin ofiar. Matka jednej ze zmarłych osób ostentacyjnie wyszła z sali mówiąc, że "nie będzie tego słuchać". Z kolei mec. Kowalski z Częstochowy nazwał oświadczenie Sebastiana M. "żenadą".
Poziom żenady na tej sali przekroczył zero. To jest żenada! To manipulacja faktami. Bardzo dobrze, że proces jest jawny, że dziennikarze będą się do tego odnosić. Jedna z pokrzywdzonych opuściła salę i tego nie wytrzymała. Wybiórcze przywoływanie faktów jest charakterystyczne dla oskarżonego - mówił pełnomocnik rodziny ofiar.
Mec. Katarzyna Hebda, obrończyni Sebastiana M., zawnioskowała, aby GDDKiA ujawniła, jakie osoby sprzątały autostradę A1. W kontrze mec. Kowalski złożył do sądu wniosek o kontakt z ubezpieczycielem Sebastiana M. w celu weryfikacji, co z odszkodowaniem AC dla oskarżonego.
Mec. Katarzyna Hebda w rozmowie z o2.pl stwierdziła, że "oskarżony powiedział o zatajaniu dowodów swojej niewinności". W jej opinii obrona "dopiero w sądzie uzyskała dostęp do akt".
Dopiero teraz byliśmy w stanie zlecić komuś bezstronnemu opinię w sprawie materiału dowodowego - powiedziała nam Hebda. Według obrony, biegły powołany przez prokuraturę "nie należy do osób bezstronnych".
Dlaczego według Sebastiana M. prokuratura ma "mataczyć w śledztwie"?
Ja nie będę czynić żadnych spekulacji w tym przedmiocie. Stwierdzam, co jest w materiale dowodowym. Prowadzę linię obrony mojego klienta i na tym się skupiam. Nie chcę i nie będę spekulować na temat tego, dlaczego ktoś chce zaszkodzić mojemu klientowi - wymijająco powiedziała nam pełnomocniczka Sebastiana M.
Z kolei mec. Łukasz Kowalski powiedział po rozprawie, że proces kosztuje coraz więcej nerwów rodziny ofiar. Bliscy w nieoficjalnych rozmowach przyznali, że chcieli przekazać ewentualne odszkodowanie od Sebastiana M. na Centrum Zdrowia Dziecka i nie są w stanie pojąć, dlaczego M. zrzuca odpowiedzialność za wypadek na kierowcę Kii.
Oni jeżdżą przed każdą rozprawą na cmentarz. Nadal walczą o zdrowie. Postępowanie oskarżonego to dla nich kolejne ciosy - powiedział mec. Kowalski w rozmowie z o2.pl.
Sprawa Sebastiana M.
Według ustaleń prokuratury, BMW, które prowadził Sebastian M. uderzyło w osobową Kię. W wyniku zdarzenia zginęła trzyosobowa rodzina. Sprawa stała się głośna ze względu na zachowanie podejrzanego. Mężczyzna wyjechał z kraju.
M. nie został zatrzymany przez służby zaraz po wypadku. Miał odpowiadać z wolnej stopy. Mężczyzna najpierw wyjechał jednak do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Do sprowadzenia Sebastiana M. do Polski konieczny był proces ekstradycyjny. Podejrzany wrócił do kraju w maju 2025 roku. We wrześniu 2025 roku odbyła się pierwsza rozprawa.
Sebastian M. usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku, za co grozi mu do 8 lat więzienia.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl