Wstrząsające zeznania strażaka. Widział ciała po wypadku Sebastiana M. 

- Okazało się, że w samochodzie znajdują się ciała trzech osób. Ciężko opisać ten widok - zeznał we wtorek przed sądem dowódca jednostki OSP ze Srocka (woj. łódzkie). Strażacy byli pierwsi na miejscu wypadku, o którego spowodowanie podejrzany jest Sebastian M. Zeznaniom dowódcy przysłuchiwała się rodzina ofiar. Nie brakowało łez.

Szokujące zeznania strażaka ws. wypadku Sebastiana M.Szokujące zeznania strażaka ws. wypadku Sebastiana M.
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki
Marcin Lewicki

Trwa proces Sebastiana M. Mężczyzna oskarżony jest o spowodowanie 16 września 2023 roku śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina - rodzice i 5-letni chłopiec.

W trakcie rozprawy, która odbyła się przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wtorek (10 lutego), zeznawali strażacy z OPS w Srocku. To oni jako pierwsi dojechali na miejsce zdarzenia. Zeznający dowódca jednostki nie ukrywał, że obraz, który zastał po przyjeździe na miejsce, zostanie mu w głowie przez całe życie.

Zostaliśmy wezwani do pożaru samochodu osobowego. Po dojechaniu na miejsce zauważyliśmy rozsypane ubrania, rzeczy osobiste. Widzieliśmy wgniecione barierki. Wyglądały tak, jakby inny samochód wyleciał z drogi. 150 metrów dalej zauważyliśmy płonący samochód - powiedział przed sądem dowódca jednostki OSP.

Mężczyzna mówił, że jego zastęp zablokował przejazd na autostradzie. Rozpoczął też działania gaśnicze. Dwóch strażaków ubrało aparaty powietrzne i zaczęło gasić Kię, w której przebywała tragicznie zmarła rodzina. Strażak OPS zaznaczył, że dla pasażerów "nie było już szans na ratunek".

Polewaliśmy samochód wodą z dwóch stron. Po ugaszeniu pożaru okazało się, że w samochodzie znajdują się ciała trzech osób. Prawdopodobnie mężczyzna, który siedział na fotelu kierowcy, kobieta i dziecko z tyłu samochodu. Ciężko opisać ten widok. To zdarzenie utkwiło mi w pamięci - przyznał doświadczony strażak OSP.

Jak wskazał dowódca jednostki, świadkowie wypadku próbowali otworzyć drzwi samochodu, ale nie byli w stanie sforsować zabezpieczeń.

Każdy z nas zastanawiał się, co naprawdę się stało. Po przybyciu prokurator wyjmowaliśmy ciała z samochodu. W pierwszej kolejności wyjęliśmy ciało kierowcy. Później chcieliśmy wyciągnąć osobę dorosłą, która siedziała za kierowcą. Okazało się jednak, że dziecko miało nogi położone na nogach osoby dorosłej. Zmieniliśmy więc kolejność wyjmowania ciał - powiedział strażak.

Zeznający mężczyzna ujawnił, że do wyjęcia zwłok konieczne było odcięcie dachu. Aby wyjąć nogę jednej z ofiar, trzeba było odciąć też fotel z przodu.

Strażak dodał, że dojechał z zespołem na miejsce, gdy pojazd był już "cały w ogniu". Podkreślił, że trudno mu ocenić, jak długo paliła się Kia. - Podejrzewam, że palił się 10 minut lub więcej - dodał dowódca OSP. Na pytanie sędzi Renaty Folkman, dlaczego pożar rozprzestrzenił się tak szybko, strażak przyznał, że Kia została najprawdopodobniej uderzona w tył.

Widziałem ślady po uderzeniu z tyłu, nieopodal baku pojazdu. To mogło doprowadzić do gwałtownego wybuchu - wskazał zeznający przed sądem mężczyzna.

Wstrząsających zeznań strażaka ze łzami w oczach słuchały rodziny ofiar. Zeznający dowódca OSP ze Srocka wskazał, że służby i śledczy długo zajmowali się gaszeniem Kii. Dopiero po pewnym czasie strażacy-ochotnicy dowiedzieli się, że 300 metrów dalej znajduje się inny rozbity pojazd, marki BMW. Należał on do Sebastiana M.

Sprawa Sebastiana M.

Według ustaleń prokuratury, BMW, które prowadził Sebastian M. uderzyło w osobową Kię. Sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos, bo podejrzany w sprawie mężczyzna uciekł z Polski.

M. nie został zatrzymany przez służby zaraz po wypadku. Nie zabrano mu dokumentów. Mężczyzna uciekł do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Do sprowadzenia Sebastiana M. do Polski konieczna była ekstradycja. Podejrzany wrócił do kraju w maju 2025 roku. We wrześniu 2025 roku odbyła się pierwsza rozprawa.

Sebastian M. usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku, za co grozi mu do 8 lat więzienia.

Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
W Rosji pochowali go z honorami. Przerażająca postać
W Rosji pochowali go z honorami. Przerażająca postać
Zwłoki w mieszkaniu. To nie był Polak. Policja domniemuje
Zwłoki w mieszkaniu. To nie był Polak. Policja domniemuje
Cyberatak na infrastrukturę krytyczną. Tak tłumaczy się zatrzymany
Cyberatak na infrastrukturę krytyczną. Tak tłumaczy się zatrzymany
Fotograf zatrzymany w Toruniu. Ukrywał się przed więzieniem za gwałt na modelce
Fotograf zatrzymany w Toruniu. Ukrywał się przed więzieniem za gwałt na modelce
Chcieli ją porwać na drodze. Trzech Bułgarów zatrzymanych
Chcieli ją porwać na drodze. Trzech Bułgarów zatrzymanych
Tragedia w Kościanie. Ciało kobiety odkryte w mieszkaniu
Tragedia w Kościanie. Ciało kobiety odkryte w mieszkaniu
Mieszko R. może wyjść na wolność. "Nie mniej niż 6-8 lat"
Mieszko R. może wyjść na wolność. "Nie mniej niż 6-8 lat"
Wstrząsające odkrycie. Już nie żyła. W mieszkaniu nie była sama
Wstrząsające odkrycie. Już nie żyła. W mieszkaniu nie była sama
Żona zabiła męża? Rusza ponowny proces ws. zabójstwa sprzed 5 lat
Żona zabiła męża? Rusza ponowny proces ws. zabójstwa sprzed 5 lat
Wyrok za zabójstwo z 2000 roku. Wojciech W. skazany
Wyrok za zabójstwo z 2000 roku. Wojciech W. skazany
Nocna awantura skończyła się dramatem. Kierowca oskarżany o próbę zabójstwa
Nocna awantura skończyła się dramatem. Kierowca oskarżany o próbę zabójstwa
Używali szyfrowanych komunikatorów.  Areszt dla 12 osób z Podkarpacia
Używali szyfrowanych komunikatorów. Areszt dla 12 osób z Podkarpacia