Brutalne tortury jeńców. Rosjanin zamykał ich w ciasnych skrzyniach

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i litewskie organy ścigania zidentyfikowały żołnierza, który dopuszczał się zbrodni wojennych. W Melitopolu jego więźniowie byli torturowani poprzez rażenie prądem, czy zamykanie w skrzyniach.

Rabadan Abdulganiev torturował jeńców.Rabadan Abdulganiev torturował jeńców.
Źródło zdjęć: © Telegram
Mateusz Kaluga

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, Policja Narodowa i Prokuratura Generalna we współpracy z organami ścigania z Litwy ujawniły kolejnego rosyjskiego terrorystę, który torturował litewskiego wolontariusza w tymczasowo okupowanym Melitopolu - poinformowały ukraińskie służby.

W listopadzie tego roku dzięki wspólnemu śledztwu Ukraina wydała Litwie schwytanego rosyjskiego terrorystę, który torturował wolontariusza z Litwy.

Trump krytykuje Zełenskiego. Tak powiedział o Ukrainie i Rosji

Obecnie organy ścigania ustaliły tożsamość wspólnika podejrzanego. Okazał się nim jego współpracownik – obywatel Rosji Rabadan Abdulganiev, starszy inspektor żandarmerii 177. oddzielnego pułku piechoty morskiej Floty Kaspijskiej kraju agresora - informuje ukraińska SBU.

Zgodnie z materiałami sprawy obaj żołnierze torturowali jeńców przetrzymywanych w więzieniu utworzonym przez wroga na terenie zajętego lotniska w Melitopolu. Wśród ofiar był litewski wolontariusz, który pomagał Siłom Obronnym od początku wojny na pełną skalę.

Z ustaleń śledztwa wynika, że więźniów zamykano w ciasnych metalowych skrzyniach, duszono, wieszano za ręce, oblewano lodowatą wodą na mrozie i rażono prądem.

Abdulganiev został uznany za podejrzanego o naruszenie konwencji genewskich, praw i zwyczajów wojennych zgodnie z artykułami 100 i 103 (część 1) Kodeksu karnego Litwy. Przebywa na tymczasowo okupowanej części terytorium Ukrainy. Służby starają się go schwytać i postawić przed sądem.

Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu o2