Harold Gene Lucas został uznany za zmarłego 1 września o godz. 18.18 czasu lokalnego w więzieniu stanowym na Florydzie, niedaleko miasta Starke. Egzekucję wykonano poprzez podanie trzech środków w śmiertelnym zastrzyku. 74-latek był 14. więźniem straconym na Florydzie od początku 2026 roku.
Po wydaniu wyroku śmierci Lucas postanowił nie składać apelacji. Powiedział sędziemu, że chce zrzec się prawa do udziału w postępowaniu. Jednocześnie dał do zrozumienia, że... "będzie się cieszył" z zakończenia pobytu w więzieniu poprzez egzekucję.
Siedzę w celi śmierci od 50 lat i nie mam ochoty tego dłużej ciągnąć. Im szybciej to się skończy, tym bardziej będę się tym cieszył. Jestem zmęczony - przekazał, cytowany przez "Mirror".
To były jego ostatnie słowa wypowiedziane publicznie. Bezpośrednio przed śmiercią nie wygłosił żadnego oświadczenia.
Odrzuciła jego zaloty
Lucas został skazany za zbrodnię z 14 sierpnia 1976 roku. Ofiarą była 16-letnia Jill Piper, którą znał od kilku lat. Wcześniej pracował dla jej rodziny, a według relacji świadków był przekonany, że dziewczyna powinna zostać jego żoną.
Gdy nastolatka odrzuciła jego zaloty, miał zacząć jej grozić. Tamtej nocy Jill wracała z imprezy w towarzystwie 17-letniej Terri Rice i 19-letniego Richarda Byrda Jr. Bała się Lucasa, dlatego poprosiła znajomych, by zostali z nią na noc.
Mężczyzna czekał jednak na nich przed domem. Najpierw kilkukrotnie postrzelił Jill w plecy. Gdy ranna próbowała schronić się w budynku i błagała o życie, Lucas miał pójść za nią, wyciągnąć ją na zewnątrz, a następnie ponownie strzelić. Śmiertelny pocisk trafił ją w tył głowy.
Postrzelił także jej dwoje przyjaciół. Oboje przeżyli atak.
Jak podaje "Mirror", brat zamordowanej Jill Piper po straceniu mordercy mówił o ogromnej uldze, choć zaznaczył, że trudno nazwać ją pełnym zamknięciem tej bolesnej historii.