Gwałciciel sobie ją upatrzył. Potężny skandal w brytyjskim więzieniu

Zaczęło się od niewinnej karteczki ukrytej w czasopiśmie rolniczym. Cherrie-Ann Austin-Saddington, była strażniczka w brytyjskim więzieniu, miała romans z osadzonym gwałcicielem. - Ogromnie tego żałuję. To zrujnowało mi życie - wyznała po latach.

Cherrie-Ann Austin-Saddington.Cherrie-Ann Austin-Saddington.
Źródło zdjęć: © Instagram
Mateusz Domański

Cherrie-Ann Austin-Saddington pracowała jako strażniczka w więzieniu HMP The Verne w Portland (hrabstwo Dorset). Latem 2022 roku popełniła jeden z największych błędów w swoim życiu. Chodzi o nawiązanie relacji z Bradleyem Trengrovem, gwałcicielem skazanym na 13 lat więzienia. W pewnym momencie upatrzył on sobie młodą funkcjonariuszkę.

Ich relacja zaczęła się od skrawka papieru. Trengrove wsunął go między strony numeru "Farmers Weekly", który trafił w ręce 26-letniej wówczas Cherrie-Ann. Na kartce widniał numer telefonu nielegalnej komórki, którą więzień ukrywał w celi. Strażniczka, zamiast zgłosić incydent przełożonym, postanowiła odpowiedzieć.

To był początek trwającego pół roku romansu. Para zaczęła wymieniać wiadomości, rozmawiać godzinami przez telefon, a w końcu spotykać się na intymne zbliżenia w warsztatach więziennych.

Liczne zbliżenia w więzieniu

Jak ustalono podczas procesu, do zbliżeń mogło dojść nawet 40 razy, choć Cherrie-Ann mówiła o 4-5 zbliżeniach. Trengrove, pracujący jako złota rączka, doskonale wiedział, gdzie znajdują się martwe punkty więziennego monitoringu - podkreśla express.co.uk.

Cherrie-Ann przyznaje, że w tamtym czasie była w fatalnym stanie psychicznym. Była bezdomna, czuła się samotna i szukała stabilizacji. - Chciałam po prostu mieć kogoś, kto mnie wesprze - wyjaśniła, cytowana przez express.co.uk.

Trengrove wykorzystał tę słabość. Skłamał, że jego wyrok za gwałt to pomyłka. W rzeczywistości był uznany za "wyjątkowo niebezpiecznego" przestępcę seksualnego.

Relacja szybko stała się toksyczna. Więzień zaczął kontrolować kobietę, żądać raportów z każdego jej kroku i obiecywać wspólne życie po wyjściu na wolność. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy strażniczka zaszła w ciążę, którą straciła po ośmiu tygodniach.

Konsekwencje romansu okazały się druzgocące. Cherrie-Ann straciła pracę, a opieka społeczna odebrała jej dwójkę sześcioletnich dzieci, których nie widziała od 2023 roku. To jednak nie był koniec dramatu.

W lutym 2024 roku, dziewięć miesięcy po zakończeniu relacji z kryminalistą, kobieta doznała udaru. Została sparaliżowana od klatki piersiowej w dół. Podczas rozprawy w maju 2025 roku sędzia zawiesił jej wyrok dwóch lat pozbawienia wolności ze względu na stan zdrowia.

Nie trafiłam za kraty, ale do końca życia będę więźniem we własnym ciele - wyznała Cherrie-Ann w rozmowie z mediami.

Dziś kobieta próbuje ułożyć sobie życie na nowo. W listopadzie 2024 roku wyszła za mąż za tatuażystę, który się nią opiekuje. Współpracuje też z organizacjami pomagającymi ofiarom przemocy domowej. - Czuję, że wciąż muszę spłacić dług społeczeństwu - podkreślała w wywiadzie dla "The Guardian".

Wybrane dla Ciebie