Jak podaje niemiecki dziennik "Der Spiegel", 57-letni Patrick Frei, były poseł prawicowej i populistycznej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP) w kantonie Argowia, został oskarżony 20 lipca przez prokuraturę w sprawie wykorzystywania seksualnego 14-letniej córki swojej partnerki z Polski. Śledczy zarzucają Szwajcarowi gwałty, usiłowanie zabójstwa, a także przestępstwa związane z pornografią i posiadaniem narkotyków.
Według informacji podawanych przez media, Frei miał podawać dziewczynce środki odurzające. Następnie miał aż 40 razy dopuścić się wobec niej nadużyć seksualnych, których czas szacuje się na około 40 godzin. Były polityk wszystko nagrywał. Szwajcarski portal watson.ch informuje, że również Iwona L., matka 14-letniej Pauli, miała być ofiarą mężczyzny. Wspomina o 140 gwałtach na kobiecie.
Matka dziewczyny dowiedziała się o przestępstwach wobec córki we wrześniu 2023 r. Iwona L. przyłapała partnera w pokoju córki. Paula dopiero w trakcie śledztwa dowiedziała się, przez jakie piekło przeszła. Obie ofiary niewiele pamiętają, bowiem za każdym razem były odurzane.
Teraz po trzech latach prokuratura ma już pełny materiał dowodowy. Są w nim nagrania, na których widać Freia. Prokuratura domaga się dla niego dożywocia. Jeśli sąd przychyli się do wniosku, 57-latek trafi za kratki co najmniej na 20 lat, zanim będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie. Mężczyzna nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów.
Ofiary mogą być deportowane
Sytuacja Iwony L. i jej córki Pauli jest niezwykle trudna. Kobiety pozostały bez środków do życia. Deutsche Welle podaje, że ofiary po aresztowaniu Freia nadal przebywały w jego mieszkaniu. Iwona L. była od niego uzależniona finansowo - polityk utrzymywał ją w zamian za wykonywanie prac domowych.
Polka zgłosiła się po pomoc społeczną do szwajcarskich instytucji, ale tu napotkała problemy. Podejrzewano, że jej umowa miała charakter fikcyjny i służyła tylko temu, by Polka mogła przebywać na terytorium Szwajcarii. Urzędnicy podjęli decyzję o wydaleniu Iwony L. i jej córki z kraju. Jeśli nie wyjadą, grozi im deportacja.
- Do czasu wydania wyroku otrzymujemy jedynie pomoc doraźną w wysokości przewidzianej dla osób ubiegających się o azyl. Mimo że nadal posiadamy ważne zezwolenie na pobyt - przekazała Iwona L. w rozmowie z dziennikiem "Tages-Anzeiger". Kobieta zabrała głos, aby przekazać siłę i odwagę innym ofiarom przemocy seksualnej.
Polka otrzymuje 1000 franków pomocy miesięcznie od władz, ale jednocześnie została ukarana grzywną w wysokości 2160 franków za rzekome wprowadzenie władz w błąd
- Zostałyśmy skrzywdzone podwójnie, podwójnie przeżyłyśmy traumę. Nie tylko przez Patricka, ale także przez władze - powiedziała pokrzywdzona Polka.
Co ciekawe, ofiary Freia otrzymały także pomoc w formie darowizn. Pojawia się jednak problem. Okazuje się, że taka pomoc może zostać odliczona od środków przekazywanych z urzędu. Tym samym środki zostaną prawdopodobnie pomniejszone.
- Co do zasady, osoby korzystające z pomocy społecznej, które otrzymują pieniądze od osób trzecich, mają obowiązek zgłosić ten fakt do ośrodka pomocy społecznej. Oznacza to, że dana osoba otrzymuje mniej pieniędzy z pomocy społecznej. W efekcie i tak dysponuje w ciągu miesiąca taką samą kwotą jak wcześniej - powiedziała "Tages-Anzeiger" Elena Schneider, prawniczka specjalizująca się w prawie pomocy społecznej.