Powiedziała, co myśli o migrantach. Oto kara dla Francuzki
Thaïs d'Escufon, francuska działaczka, została skazana na karę grzywny w wysokości 1 tys. euro za słowa o migrantach. Jak stwierdziła, są oni "głównym zagrożeniem dla kobiet" we Francji. Jak podaje "Daily Mail", Francuzce groziło nawet pół roku więzienia, ale sąd uchylił karę.
Francuska działaczka prawicowa Thaïs d'Escufon stwierdziła podczas programu na żywo, że "głównym zagrożeniem dla kobiet we Francji są afrykańscy i arabscy mężczyźni-imigranci". Za tę wypowiedź została oskarżona przez antyrasistowską DILCRAH organizację o publiczne znieważenie grupy osób ze względu na ich pochodzenie. Słowa padły w programie stacji BFM TV. Audycja była poświęcona sprawie gwałtu na Francuzce, którego miał dokonać obcokrajowiec.
Sprawa wywołała szeroką debatę we Francji i poza jej granicami. Zwolennicy działaczki mówią o ograniczaniu wolności słowa, natomiast jej przeciwnicy podkreślają, że publiczne uogólnienia wobec całych grup etnicznych mogą prowadzić do szerzenia nienawiści.
D'Escufon przekonuje, że jej słowa wynikają z osobistych doświadczeń. Twierdzi, że pod koniec 2022 r. została zaatakowana przez tunezyjskiego migranta, który miał wejść za nią do mieszkania i przez kilkadziesiąt minut przetrzymywać ją w środku. Według jej relacji mężczyzna miał domagać się od niej czynności seksualnych. Kobieta zgłosiła się na policję, jednak, jak twierdzi, mundurowi przekazali jej, że "identyfikacja podejrzanego będzie trudna z powodu zaległości obejmujących około 6 tys. podobnych spraw".
Kilka dni po zdarzeniu wystąpiła we francuskiej telewizji. Rok później została ponownie zaproszona do programu poświęconego sprawie gwałtu dokonanego przez migranta. W trakcie dyskusji padły słowa, które doprowadziły do postępowania sądowego.
- Stawiłam się przed sądem 8 kwietnia tego roku. Broniłam się, mówiąc, że jestem kobietą i czuję się coraz mniej bezpiecznie na ulicach, a sytuacja się pogarsza. Przedstawiłam liczby i statystyki na poparcie swoich twierdzeń - powiedziała Francuzka w rozmowie z "Daily Mail".
Prokuratura uznała jednak, że aktywistka wykorzystuje własne doświadczenia do usprawiedliwiania mowy nienawiści. Według oskarżycieli takie wypowiedzi "nie mają miejsca w naszej demokracji". W związku z tym prokurator zażądał kary pozbawienia wolności.
Ostateczna decyzja o karze zapadła 18 czerwca. Jak podaje hiszpańskojęzyczny portal gaceta.es, 26-latka odwołała się od poprzedniego wyroku - sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywny w wysokości 1 tys. euro. Ostatecznie sąd zawiesił pierwszą część wyroku, ale kara finansowa pozostała w mocy.
Sama działaczka uważa, że sprawa jest przykładem ograniczania debaty publicznej na temat migracji. - Francja nie jest krajem wolności słowa – powiedziała. Dodała również, że wielu Francuzów obawia się publicznie krytykować politykę migracyjną z obawy przed oskarżeniami o rasizm lub ekstremizm. W rozmowie z "Daily Mail" wskazała także, że "wielokrotnie doświadczała wrogości i przemocy ze strony aktywistów Antify i środowisk lewicowych z powodu swojej działalności". Mówiła również o blokowaniu jej działalności w mediach społecznościowych. Mimo tego nie ma zamiaru rezygnować ze swojej działalności.