Przejrzała pamiętniki. Wstrząsająca prawda po śmierci 33-latki z UK 

Kiedy 33-letnia pielęgniarka Jennifer Porter odebrała sobie życie, jej bliscy byli w głębokim szoku. Prawda o tym, z jakimi demonami się zmagała, wyszła na jaw dopiero, gdy siostra zmarłej odnalazła jej osobiste pamiętniki - podkreśla "Daily Mail".

Jennifer PorterJennifer Porter
Źródło zdjęć: © Facebook
Mateusz Domański

Josie Porter, siostra zmarłej pielęgniarki, postanowiła podzielić się tą tragiczną historią. Jak przyznaje, dla znajomych i rodziny Jennifer była uosobieniem radości. Nikt nie podejrzewał, że za jej sukcesami zawodowymi kryje się walka z wyniszczającym nałogiem - podaje "Daily Mail".

Początkiem równi pochyłej w życiu 33-latki okazał się maj 2015 roku, kiedy zmarł jej ukochany dziadek. Rozpacz po jego stracie zbiegła się w czasie z poznaniem osoby handlującej narkotykami. Łatwy dostęp do substancji odurzających sprawił, że Jennifer zaczęła zagłuszać ból kokainą.

Mimo pogłębiającego się nałogu, kobieta nadal wzorowo wywiązywała się ze swoich obowiązków. Pracując w St Richard's Hospital w West Sussex, z pełnym poświęceniem pomagała pacjentom nawet w najtrudniejszym okresie pandemii COVID-19, zmagając się przy tym z wycieńczającymi zmianami i brakami kadrowymi. Według relacji siostry, Jennifer nigdy nie zażywała narkotyków w pracy, zachowując ten sekret wyłącznie na swój czas wolny.

"To był jej sposób na przetrwanie"

Dlaczego nie szukała pomocy? Josie uważa, że siostra panicznie bała się utraty prawa do wykonywania zawodu. - Zawsze chciała grać według zasad. Nawet gdyby ktoś powiedział jej, że może poprosić o pomoc, czułaby zbyt wielki wstyd. Utrata rejestracji pielęgniarskiej oznaczałaby dla niej koniec wszystkiego, to był jej sposób na przetrwanie - tłumaczy Josie w rozmowie z "The Times".

Dopiero lektura osobistych zapisków zmarłej uświadomiła rodzinie prawdziwą skalę problemu. Choć siostra wiedziała, że Jennifer zdarzało się zaszaleć na imprezach, ilość zażywanych przez nią narkotyków, opisana w dziennikach, wprawiła ją w osłupienie.

Śmierć pielęgniarki nastąpiła zupełnie niespodziewanie. Kobieta miała odebrać nową przesyłkę, kupiła telefon i cieszyła się na zbliżający się koncert swojego ulubionego artysty, Post Malone'a. Jak zaznacza siostra, tragiczna decyzja została podjęta pod wpływem impulsu.

Historia Jennifer Porter to brutalne przypomnienie o tym, że uzależnienie nie dyskryminuje. - Ludziom wydaje się, że jeśli ktoś ma pracę, dom i samochód, to problem narkotyków go nie dotyczy - ostrzega Josie.

Dodaje również, że często momenty, w których osoba zmagająca się z kryzysem psychicznym wydaje się czuć i funkcjonować lepiej, mogą być w rzeczywistości czasem jej największej bezbronności.

Telefony zaufania
Telefony zaufania © WP
Wybrane dla Ciebie