Przypomnijmy, że do tragedii doszło 25 listopada w hotelu Marriott w londyńskiej dzielnicy Kensington. Ciało księcia znalazła sprzątaczka, która weszła do jego pokoju na piątym piętrze. Wezwani na miejsce ratownicy nie byli już w stanie go uratować.
Teraz brytyjski dziennik "The Sun" informuje, że podczas przesłuchania przed sądem koronera ujawniono wyniki badań toksykologicznych. W organizmie Abdullaha wykryto bardzo wysokie stężenie alkoholu, szacowane na 222 mg na 100 ml krwi. To prawie trzy razy więcej niż limit obowiązujący kierowców w Anglii. - Sama taka ilość alkoholu mogła doprowadzić do śpiączki - usłyszeli uczestnicy postępowania.
Oprócz alkoholu w organizmie księcia znaleziono śmiertelny poziom GHB, substancji często stosowanej jako narkotyk. Wykryto także ślady marihuany oraz leków przeciwlękowych, w tym Xanaxu.
Śledczy ustalili, że książę wcześniej miał problemy z nadużywaniem alkoholu i leków. W ubiegłym roku trafił do londyńskiej kliniki Priory, gdzie przeszedł terapię oraz odtruwanie od alkoholu, benzodiazepin i pregabaliny. Psychiatra prowadząca leczenie, dr Victoria Chamorro, podkreśliła, że książę podczas terapii dobrze współpracował.
- Kiedy został wypisany, uznano, że nie było zagrożenia związanego z samobójstwem - powiedziała.
Lekarka dodała, że Abdullah ukończył leczenie i nie wzbudzał wówczas poważnych obaw. Koroner Jean Harkin zaznaczyła, że nie ma dowodów na to, aby książę planował odebrać sobie życie.
- Chciałabym złożyć szczere kondolencje rodzinie Abdullaha - powiedziała Harkin na zakończenie postępowania.
Śmierć młodego członka saudyjskiej rodziny królewskiej zwróciła uwagę na zagrożenia związane z łączeniem alkoholu, narkotyków i leków uspokajających. Według ustaleń koronera nie był to jednak celowy akt, lecz tragiczny skutek niebezpiecznej mieszanki substancji.