Sebastian M. składa zeznania. "Nienawidzi mnie cała Polska"

Oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastian M. zdecydował, że złoży zeznania. Przygotował w tym celu oświadczenie. - Chciałbym zacząć od tego, że nie przyznaję się do winy. Od 2,5 roku nienawidzi mnie cała Polska. Nie tylko mnie, ale też członków całej mojej rodziny - powiedział mężczyzna na samym początku swoich zeznań.

Sebastian M. złożył zeznania przed sądemSebastian M. złożył zeznania przed sądem
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki
Marcin Lewicki

Sebastian M. zdecydował się złożyć wyjaśnienia w trakcie rozprawy, do której doszło 12 marca przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim. Mężczyzna oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1. W zdarzeniu spłonęła trójka osób: rodzice i niespełna 5-letnie dziecko.

Chciałbym zacząć od tego, że nie przyznaję się do winy. Od 2,5 roku nienawidzi mnie cała Polska. Nie tylko mnie, ale też członków całej mojej rodziny. Politycy obydwu rządzących frakcji urządzali konferencje na mój temat - powiedział M. w złożonym przed zeznaniami oświadczeniu.

Pytania bez odpowiedzi. Stanęli przed sądem ws. Sebastiana M. 

M. poinformował, że nie będzie odpowiadał na pytania prokuratury oraz pełnomocnika rodziny ofiar, mec. Łukasza Kowalskiego. Dodał, że "politycy ogłaszali go publicznie winnym".

Tak jest do dziś. Politycy, dziennikarze i internauci nazywają mnie mordercą. Rzesza ludzi mnie, mojemu obrońcy i bliskim życzy śmierci -powiedział M.

Oskarżony zarzucił politykom (m.in. Zbigniewowi Ziobrze), że "został oskarżony bez opinii biegłych i dowodów jego winy".

Moi obrońcy mierzyli się z brakiem dostępu do akt, mową nienawiści i brakiem możliwości wyjaśnienia sprawy - dodał M.
Sebastian M. stwierdził, że jechał "170 km/h"
Sebastian M. stwierdził, że jechał "170 km/h" © o2.pl | Marcin Lewicki

Słów oskarżonego nigdy nie potwierdzili jednak jego dotychczasowi obrońcy. Co więcej, z informacji o2.pl wynika, że jeden z byłych adwokatów Sebastiana M. sugerował mu powrót do Polski z ZEA i dobrowolne poddanie się karze.

M. stwierdził, że "chciał mieć to za sobą i rozważał dobrowolne poddanie się karze, aby zamknąć temat". Po raz kolejny podkreślił, że "nie spowodował tego straszliwego wypadku".

Nie chciałem mówić o tragedii, współczując dramatowi rodzinom ofiar - powiedział M., odwracając wzrok w kierunku członków rodzin ofiar wypadku na A1.

W pewnym momencie M. odniósł się do samego wypadku. Podtrzymał wcześniejszą linię obrony, twierdząc, że to Kia zajechała mu drogę.

Pamiętam, że poruszałem się autostradą A1, gdy na mój pas zjechała Kia. Krzyknąłem tylko "co kur***" do moich współpasażerów. Nie wiem dlaczego ten samochód na mnie zjechał. Może doszło do jakiejś awarii? - zeznał Sebastian M.

Dodał, że "jechał cały czas lewym pasem" i nie poruszał się z prędkością powyżej 300 km/h, a "170 km/h, maksymalnie 200 km/h". Zeznania te są sprzeczne z materiałem dowodowym zgromadzonym przez prokuraturę, zeznaniami świadków i opinią biegłych. Ci wykazali, że to nie Kia zajechała drogę BMW Sebastiana M., a oskarżony wjechał w pojazd ofiar.

O prędkości Sebastiana M. świadczą szczegółowe obliczenia sporządzone przez biegłych z zakresu wypadków drogowych, a także raporty ze sterownika EDR BMW oskarżonego (z zapisu sterownika wynika, że BMW musiało jechać co najmniej 250 km/h).

M. dodał, że "skupił się na udzielaniu pomocy swoim pasażerom". Stwierdził, że widział akcję ratunkową przy palącej się Kii.

Przyjechała na miejsce policjantka. Sprawdziła mi trzeźwość. Byłem trzeźwy. Później pojechaliśmy radiowozem na badania krwi. Jeździliśmy od komendy do komendy, bo nigdzie nie było pakietu do badania. Śledczy zabezpieczyli mój telefon. Po wszystkim prokuratura zwolniła mnie do domu - ujawnił M.

M. tłumaczy się z zagranicznego wyjazdu

Sebastian M. po wypadku nie został zatrzymany przez śledczych. Nie zarządzono wobec niego zakazu opuszczania kraju. Mężczyzna to wykorzystał. Pod koniec września 2023 roku wyjechał z Polski, zanim przesłuchał go prokurator. Trafił do Niemiec, a później udał się do Turcji, skąd wyleciał do Dubaju. W zeznaniach odniósł się do tego faktu.

Przed dniem wyjazdu byłem na delegacji. 25 września zadzwoniłem do prokuratury i zapytałem, czy mogę wyjechać. Gdybym został poinformowany o zakazie opuszczania kraju, nigdy bym nie wyjechał. Do Niemiec wyjechałem na zaplanowane targi. Później udałem się do Turcji autem. W Stambule miałem spotkanie biznesowe. Wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich też był zaplanowany. To był wyjazd biznesowy - zeznał M.

Prokuratura niedługo po wyjeździe mężczyzny do Niemiec wystawiła za nim międzynarodowy list gończy. M. został zatrzymany w Dubaju 4 października 2023 roku.

Realizowałem obowiązki zawodowe, aby wyprzeć z siebie myśli, że obwiniają mnie za wypadek i nazywają mnie mordercą - stwierdził Sebastian M.

M. dodał, że "spędził dwa miesiące w areszcie" i został zatrzymany przez grupę antyterrorystów, bo jego list gończy "miał adnotację, że może być osobą niebezpieczną".

Oskarżony ujawnił, że w trakcie procesu ekstradycyjnego "przebywał w warunkach izolacji", co "nie było dla niego łatwe".

Po chwili Sebastian M. wrócił do wypadku, twierdząc, że "Kia poruszała się z niesprawnym kołem, które najprawdopodobniej nie miało powietrza". Powtórzył swoje wcześniejsze słowa o "nieprawidłowym przygotowaniu opinii przez biegłych".

Nie zjechałem z lewego pasa na środkowy. Świadczą o tym dowody. Interpretacja biegłych jest błędna - zaznaczył oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Sebastian M: nie straciłem homologacji

Oskarżony uważa, że jego auto mogło być dopuszczone do ruchu, mimo że przed wypadkiem zostało poddane tuningowi. Jedna z firm zmieniła parametry BMW Sebastiana M., aby auto było szybsze. - Przed zdarzeniem samochód przeszedł przegląd techniczny w autoryzowanym salonie. Kwestia przeróbek została odnotowana. Auto miało ograniczoną gwarancję. Nie straciło homologacji - powiedział przed sądem oskarżony.

Zeznania te stoją w sprzeczności ze zgromadzonymi dowodami i doniesieniami o2.pl. Przedstawiciele firmy, która tuningowała auto Sebastiana M. przyznali w rozmowie z o2.pl, że "po chiptuningu auto bezsprzecznie traci gwarancję". Ujawnili też, że pojazd nie powinien być dopuszczony do ruchu.

Teoretycznie według prawa powinien pan jechać na stację kontroli diagnostycznej i zrobić przegląd, tylko z tego, co wiemy, nie ma takiej możliwości technicznej, ponieważ diagności nie mają hamowni, to po pierwsze. Po drugie oni nie mają wydruków. Po trzecie nie są w stanie nic zmieniać w dowodzie rejestracyjnym. Będą na pana dziwnie patrzeć. To jest martwe prawo – przekazał w rozmowie z o2.pl pracownik, podkreślając ponownie, że "auto po tuningu nie powinno być dopuszczone do ruchu".

Kierowca BMW zaczął odpowiadać na pytania sądu

Łącznie oświadczenie Sebastiana M. miało 42 strony. Po wygłoszeniu oświadczenia M. przystąpił do odpowiadania na pytania sądu.

Codzienne podróżowanie jest wpisane w sens mojego życia. Musiałem wyjechać. A do tego towarzyszyła mi ogromna nagonka medialna. Bałem się o życie żony. Dlatego zabrałem ją ze sobą - powiedział Sebastian M. na pytanie sądu, dlaczego wyjechał z Polski, powtarzając, że "wyjechał w interesach".

Na pytanie sądu, czemu migał kierowcy Kii, M. zaprzeczył, że migał długimi światłami kierowcy Kii, aby ten zjechał mu z drogi. Najpierw stwierdził, że "jego pojazd ma automatyczne światła i nie można samodzielnie włączać świateł drogowych". Później próbował wycofywać się ze swoich słów, twierdząc, że "nie pamięta, aby używał długich świateł".

Dlaczego Sebastian M. stuningował swój samochód?

Wysoki sądzie, dzięki temu auto dynamiczniej przyspiesza i spala mniej paliwa - powiedział oskarżony.

Odpowiedź spotkała się ze śmiechem publiczności i dziennikarzy, zebranych na sali sądowej.

Sprawa Sebastiana M.

Proces Sebastiana M. pierwszy raz stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna został oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1. Doszło do niego 16 września 2023 roku między 338 i 339 kilometrem A1 (w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego).

Z ustaleń śledczych wynika, że prowadzone przez M. BMW 850i poruszało się po drodze z prędkością ponad 315 km/h i uderzyło w osobową Kię. Uderzenie było tak silne, że doszło do pożaru Kii. W zdarzeniu żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina (dziecko oraz dwójka rodziców).

M. nie został zatrzymany przez służby zaraz po zdarzeniu. Umożliwiono mu wyjazd z Polski. Sprawa stała się głośna, gdy mężczyzna udał się do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (przez Turcję, gdzie dojechał drogą lądową). Do postawienia mężczyzny przed sądem konieczna była procedura ekstradycyjna. Ostatecznie M. został sprowadzony przez służby do Polski w maju 2025 roku. Za zarzucane przestępstwo oskarżonemu grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

M. nie został zatrzymany przez służby zaraz po zdarzeniu. Umożliwiono mu wyjazd z Polski. Sprawa stała się głośna, gdy mężczyzna udał się do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (przez Turcję, gdzie dojechał drogą lądową). Do postawienia mężczyzny przed sądem konieczna była procedura ekstradycyjna. Ostatecznie M. został sprowadzony przez służby do Polski w maju 2025 roku. Za zarzucane przestępstwo oskarżonemu grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Wybrane dla Ciebie
Nastolatka nagrywała. Zwabili i zgotowali piekło
Nastolatka nagrywała. Zwabili i zgotowali piekło
Horror wieczorową porą. Nagle zaczął płonąć. Tragiczny finał
Horror wieczorową porą. Nagle zaczął płonąć. Tragiczny finał
Wstrząsające odkrycie w ciele żołnierza. "Chcieli kogoś jeszcze zabić"
Wstrząsające odkrycie w ciele żołnierza. "Chcieli kogoś jeszcze zabić"
"Siedział w krzakach". Ohydny wybryk na oczach studentek
"Siedział w krzakach". Ohydny wybryk na oczach studentek
Próbował ratować ofiary wypadku Sebastiana M. "Klamka została w ręku"
Próbował ratować ofiary wypadku Sebastiana M. "Klamka została w ręku"
Dostała butelką w głowę. Krzyczał: "to nie kobieta". Nowe wieści
Dostała butelką w głowę. Krzyczał: "to nie kobieta". Nowe wieści
Pobili ją, bo nie była Polką. Bestialski atak w Żabce
Pobili ją, bo nie była Polką. Bestialski atak w Żabce
Gwałt w Gorzowie. Odtworzyli wizerunek. Policja nie odpuszcza
Gwałt w Gorzowie. Odtworzyli wizerunek. Policja nie odpuszcza
16-letni Kacper zabił Szymona. Nie został skazany. Fala oburzenia
16-letni Kacper zabił Szymona. Nie został skazany. Fala oburzenia
Nowe akta ws. Jeffreya Epsteina. Wątek rzekomego dziecka
Nowe akta ws. Jeffreya Epsteina. Wątek rzekomego dziecka
Była prawą ręką Epsteina. Teraz naucza kobiety
Była prawą ręką Epsteina. Teraz naucza kobiety
Pościg i potrącenie policjanta. 28-latek trafił do aresztu
Pościg i potrącenie policjanta. 28-latek trafił do aresztu