Gabrielle Varley znaleziono martwą 25 września 2024 r. w jej domu w Exeter. Jak wynika z ustaleń, 25-latka miała na twarzy siniaki, ale policja nie stwierdziła, by w jej śmierci uczestniczyły osoby trzecie. Ponadto kobieta wróciła z Grenady. Wcześniej miała się tam przeprowadzić, by uciec od życia, które oceniała jako przygnębiające w Wielkiej Brytanii.
Podczas przesłuchania siostra zmarłej, Charlotte Varley, opisała ich ostatnią rozmowę. Zeznała, że Gabrielle mówiła wtedy, iż nie spała i nie jadła, a dodatkowo skarżyła się na silne skurcze żołądka. Charlotte przekazała, że po tym telefonie próbowała się z nią skontaktować, ale nie otrzymała odpowiedzi - podaje "The Sun".
W obawie o stan siostry dzwoniła do znajomych Gabrielle oraz do lokalnego szpitala. 25 września do domu 25-latki poszedł jej przyjaciel Byron North. Zastał kobietę leżącą na podłodze. Podjął resuscytację krążeniowo-oddechową i zadzwonił pod numer alarmowy 999, jednak po przyjeździe ratownicy medyczni stwierdzili zgon.
W trakcie postępowania zwracano uwagę na widoczne obrażenia na twarzy zmarłej. Mimo tych wątpliwości policja miała ocenić, że nie ma dowodów sugerujących obecność innych osób, które mogłyby mieć związek ze śmiercią 25-latki.
Sąd koronera usłyszał, że po powrocie z Grenady Gabrielle miała pić bardzo dużo alkoholu. Jej siostra zeznała, że problem narastał w 2024 r., a kobieta potrafiła wypijać dwie lub trzy duże butelki wódki dziennie.
Jednocześnie ani patomorfolog, ani toksykolog nie potrafili jednoznacznie wskazać mechanizmu zgonu. Z raportu toksykologicznego wynikało, że we krwi kobiety wykryto stężenie paracetamolu wskazujące na toksyczność, a w jej wątrobie stwierdzono tkankę martwiczą. Eksperci nie byli jednak w stanie przesądzić, czy paracetamol przyczynił się do śmierci ani czy uszkodzenie wątroby powstało przed zgonem, czy już po nim.
Kobieta chorowała na epilepsję, a w przeszłości zmagała się z zaburzeniami lękowymi. Koroner Deborah Archer oceniła, że zmarła prowadziła samotne życie, a objawy padaczki miały się nasilać przy regularnym spożywaniu alkoholu. Jednocześnie, mimo wskazywanego przez lekarza rodzinnego ryzyka nagłej śmierci u pacjentów z epilepsją pijących alkohol, koroner nie dostrzegła w tej sprawie wystarczającego związku, by określić przyczynę zgonu - dodaje dziennik.