50 gwałtów na 10-latce. Później ogromna tragedia we Francji
Francją wstrząsnęły nowe, przerażające fakty w sprawie morderstwa 11-letniej Lyhanny. Główny podejrzany w tej sprawie został oskarżony o zgwałcenie innej, 10-letniej dziewczynki około 50 razy - podaje "The Sun".
Ciało 11-letniej Lyhanny zostało odnalezione 4 czerwca, sześć dni po jej zaginięciu, w nieużywanym silosie na opuszczonej farmie w miejscowości Fleurance w południowo-zachodniej Francji.
Sekcja zwłok potwierdziła najgorsze obawy śledczych - dziewczynka przed śmiercią została zgwałcona, a na jej ciele zabezpieczono materiał genetyczny należący do 41-letniego Jérôme'a Barelli. Mężczyzna, który jest ojcem koleżanki ofiary i ostatnią osobą, z którą widziano 11-latkę, usłyszał zarzuty porwania i bezprawnego pozbawienia wolności.
Z nowych informacji wynika, że Barella jest również głównym podejrzanym w innej makabrycznej sprawie. W sierpniu ubiegłego roku matka innej, 10-letniej dziewczynki, zgłosiła na policję, że mężczyzna wielokrotnie wykorzystał seksualnie jej córkę - donosi "The Sun". Z zeznań dziecka wynika, że zostało zgwałcone przez 41-latka około 50 razy, co potwierdziły późniejsze badania medyczne.
Zdumiewający jest fakt, że przez dziewięć miesięcy od złożenia zawiadomienia Barella ani razu nie został przesłuchany przez śledczych. W opublikowanym w poniedziałek wstępnym raporcie dotyczącym błędów w śledztwie, Jean-Michel Gentil, szef Generalnego Inspektoratu Żandarmerii Narodowej, wprost stwierdził, że zgłoszenie matki potraktowano jako "zwykłe" i "niepriorytetowe". Potępił on "nagromadzenie zmarnowanego czasu" oraz "brak odpowiednich procedur" w dochodzeniu.
Fala oburzenia we Francji
Sprawa wywołała we Francji ogromną falę gniewu. Opinia publiczna jest przekonana, że gdyby policja podjęła jakiekolwiek działania po sierpniowym zgłoszeniu – choćby kontaktując się z podejrzanym – mężczyzna wiedziałby, że jest na celowniku służb. To mogłoby uratować życie 11-letniej Lyhanny.
Do sprawy odniósł się m.in. francuski premier Sébastien Lecornu, który przyznał, że sporządzony raport ujawnił "szereg błędów, zaniedbań, bezczynności i złych decyzji". Podkreślił, że władze publiczne "muszą uznać tę porażkę, jasno ustalić, kto ponosi odpowiedzialność, i wyciągnąć wszelkie niezbędne konsekwencje".
Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że Barella miał już wcześniej problemy z prawem. W 2022 roku oddalono inne zgłoszenie o gwałt, a dwie kolejne sprawy dotyczące molestowania młodych dziewcząt zostały zamknięte z powodu braku dowodów.