O sprawie fałszywego oskarżenia o gwałt rozpisują się amerykańskie i brytyjskie media. 20-letnia Anjela Borisova Urumova poszła na policję i oświadczyła, że 41-letni Daniel Pierson zgwałcił ją i porwał.
Policja w Pensylwanii aresztowała Piersona na podstawie zeznań kobiety. Oskarżyła go o szereg różnych przestępstw. 41-latek trafił do aresztu na miesiąc. Ustanowiono kaucję w wysokości 1 mln dolarów.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
W toku postępowania okazało się, że zeznania 20-latki są niespójne i sprzeczne. W styczniu 2025 roku kobieta przyznała, że wymyśliła całą sprawę. Rozpoczęła się sprawa sądowa, która zakończyła się wyrokiem skazującym.
Anjela Borisova Urumova trafi do więzienia na 45 dni i 23 miesiące. Podczas ogłaszania wyroku 1 kwietnia sąd ogłosił, że dodatkowo będzie miała "rok próby" pod kątem swojego zachowania. Co więcej, kobieta ma zapłacić 3000 dolarów odszkodowania, a także przejść badania psychiatryczne.
To celowe fałszywe zgłoszenie nie tylko wpłynęło na ofiarę i jej rodzinę w niewyobrażalny sposób, ale wywołało także głęboki efekt domina. Taka zbrodnia może zniszczyć zaufanie społeczności do systemu. Może zagrozić ściganiu legalnych przestępstw przemocy seksualnej - powiedziała prokurator Jennifer Schorn, cytowana przez "Daily Mail".
Czytaj także: Piekło w szkole we Wrocławiu. 9-latek dotkliwie pobity
Śledczy przyznają, że rodzina doznała ogromnego bólu w czasie wyjaśniania całej sprawy. Świadkami aresztowania Piersona były jego dzieci. Kobieta przyznała, że celowo wskazała 41-latka, bo wiedziała, jakim autem się porusza.