Student dźgnięty nożem w Wielkiej Brytanii. Policja skuła ofiarę
23-letni Vickrum Digwa z Southampton został uznany za winnego zabójstwa 18-letniego Henry’ego Nowaka. Jak podaje "Daily Mail", policjanci najpierw zatrzymali i zakuli rannego nastolatka w kajdanki, mimo że mówił, iż został dźgnięty nożem i nie może oddychać.
Najważniejsze informacje
- Ława przysięgłych w Southampton Crown Court uznała 23-letniego Vickruma Digwę za winnego morderstwa Henry'ego Nowaka i posiadania broni białej.
- Policja z Hampshire i Isle of Wight przeprosiła za to, że ofiara została zakuta w kajdanki i zatrzymana, gdy umierała na ulicy.
- Sprawę bada IOPC, a w sieci dodatkowe emocje wywołały wpisy Elona Muska na platformie X.
Wickrum Digwa zaatakował nieuzbrojonego Henry'ego Nowaka i zadał mu pięć ciosów nożem. Dwie rany powstały na plecach 18-latka, gdy próbował uciekać. Kolejny cios przebił klatkę piersiową i płuco, przecinając dużą żyłę. Według relacji "Daily Mail" Nowak zaczął powoli dusić się własną krwią.
Zamiast wezwać pomoc i karetkę, Digwa miał przede wszystkim skupić się na zabezpieczeniu samego siebie. Najpierw próbował pozbyć się noża o długości około 20 centymetrów. Później tworzył wersję wydarzeń, według której student pierwszego roku finansów miał być pijanym agresorem, a on sam ofiarą rasistowskiego ataku.
Podczas trwającego dwa tygodnie procesu Digwa przyznał, że ugodził nożem studenta, jednak twierdził, że działał w samoobronie i pod wpływem silnych emocji.
Ćwiczą z ostrą amunicją przy granicy z Koreą Północną
Uderzyłem go kilka razy w brzuch, żeby mnie puścił - mówił Digwa w sądzie. - Złapał mnie za włosy i zaczął ciągnąć. Chciałem tylko, żeby mnie puścił - dodał.
Sąd ustalił, że Nowak został raniony aż pięć razy, w tym dwa ciosy otrzymał w plecy podczas próby ucieczki. Najpoważniejsza rana w klatce piersiowej doprowadziła do uszkodzenia płuca oraz dużej żyły, co okazało się śmiertelne.
Po około sześciu godzinach narady ława przysięgłych uznała Digwę za winnego morderstwa oraz nielegalnego posiadania broni białej.
Na ławie oskarżonych znalazła się także jego matka, 53-letnia Kiran Kaur, która została skazana za pomoc sprawcy. Według ustaleń śledczych kobieta miała zabrać nóż z miejsca zdarzenia i ukryć go w domu, utrudniając tym samym pracę policji.
Jak podkreśla "Daily Mail", w rozmowie na numer 999 policjanci otrzymali wersję wydarzeń przedstawioną przez Digwę. Nie przekazano im kluczowej informacji: że Henry Nowak został wielokrotnie dźgnięty.
W tym czasie Nowak leżał na boku i mówił funkcjonariuszom, że został ugodzony nożem i nie może oddychać. Digwa i jego rodzina, która zdążyła zebrać się na miejscu, mieli jednak twierdzić, że umierający nastolatek - udaje - i że powinien po prostu wstać.
W efekcie to Henry Nowak - a nie Digwa - został początkowo zatrzymany pod zarzutem napaści i skuty kajdankami. Dopiero później funkcjonariusze zorientowali się, jak poważne są obrażenia studenta, wezwali karetkę i zaczęli ratować mu życie. Pomoc przyszła za późno.
Zastępca komendanta policji Robert France przeprosił za działania funkcjonariuszy. - Przykro mi, że życia Henry'ego tamtej nocy nie dało się uratować, i przykro mi, że został zakuty w kajdanki i zatrzymany. To on był ofiarą - powiedział.
W trakcie procesu sądowego biegła patolożka dr Amanda Jeffery wyjaśniła, że samo założenie kajdanek nie miało wpływu na śmierć studenta. Jak podkreśliła, rana kłuta znajdowała się w bardzo trudnym miejscu i według niej "nie dało się już nic zrobić", aby uratować poszkodowanego. Jej zeznania były jednym z ważnych elementów sprawy dotyczącej tragicznego ataku nożownika.
Obecne śledztwo dotyczy między innymi działań funkcjonariuszy po zdarzeniu, w tym użycia kajdanek oraz sposobu udzielania pierwszej pomocy rannemu studentowi. Sprawa nadal budzi duże zainteresowanie opinii publicznej i mediów.
Elon Musk komentuje sprawę na X
Kontrowersje narosły w ostatnich dniach również w internecie, po tym jak temat podchwycił Elon Musk, odpowiadając na wpis aktywisty Tommy'ego Robinsona. "Chętnie sfinansuję pozew o bezprawne spowodowanie śmierci przeciwko tym obrzydliwym usprawiedliwieniom dla organów ścigania" - napisał Musk, dodając także: "Ten biedny chłopak uciekał przed kimś, kto go dźgnął i ukradł mu telefon, ale policja w Wielkiej Brytanii zaatakowała jego zamiast mordercy".
Robert France odniósł się do tych komentarzy, podkreślając, że ważne jest poznanie pełnych okoliczności.
Mogę powiedzieć, że doszło do kłamstw: w rozmowie na 999, na miejscu zdarzenia i w trakcie rozwoju sytuacji - mówił, dodając, że utrudniło to policjantom zrozumienie, co się stało.
Oceniał też, że to utrudniło funkcjonariuszom zrozumienie, co się wydarzyło. Odnosząc się do krytyki Muska, dodał:
Jestem zdecydowanym zwolennikiem wolności słowa. Ważne jest, by ludzie mogli mówić to, co czują, że chcą powiedzieć. Prosiłbym tylko, by próbowali zrozumieć pełne okoliczności sprawy - powiedział.