Guillaume Bucci, 51-letni były bankier z Francji, 23 maja usłyszał wyrok 25 lat więzienia za torturowanie i gwałcenie żony Laetitii R. - podaje "France24". Przemoc miała trwać siedem lat, w okresie od 2015 do 2022 r. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak swoją historię opisała Gisèle Pelicot, którą mąż odurzał, a następnie doprowadzał do gwałtów przez obcych mężczyzn. Został skazany na 20 lat więzienia, a wielu sprawców gwałtów na Gisele również usłyszało wyroki.
Laetitia R. zeznawała w sądzie, iż w trakcie związku żyła w ciągłym lęku, a zachowania partnera nazywała przemocą. Mężczyzna mówił w sądzie, że jego była żona wyraziła zgodę na wszystko i wówczas "nie sądził, że robi jej krzywdę". Śledczy mieli jednak wiadomości tekstowe, w których groził jej śmiercią w przypadku odmowy.
Laeticia R. cierpi obecnie na poważne dolegliwości. A w wyniku nadużyć męża jest osobą niepełnosprawną. Bucci przyznał się w sądzie do kilku czynów, w tym duszenia, podpalania żony i aktów zoofilii, ale stwierdził, że były to "dobrowolne gry seksualne w kontekście ich intymnej relacji". Kobieta zeznała, że mąż poruszał temat sadomasochizmu na początku związku, ale nie spodziewała się takiej przemocy. Ponadto obiecywał, że jeśli coś jej się nie spodoba, od razu przestanie.
Jednym z kluczowych wątków sprawy było przymuszanie kobiety do kontaktów seksualnych z innymi mężczyznami. Pierwszy raz została zmuszona do współżycia z innym mężczyzną w Wigilię 2015 r. w miejscu obsługi przy autostradzie. W 2017 r. miała zostać zmuszona do czynności seksualnej dzień po wypisie ze szpitala po porodzie ich córki. Para miała czwórkę dzieci.
Przestałam liczyć, gdy było ich 487, z których niektórych widziałam nawet 10 razy - cytuje "France24" wypowiedź kobiety. - To była po prostu przemoc w czystej postaci. Czułam się, jakbym umierała od środka - dodawała.
Pokrzywdzona wskazywała, że wśród mężczyzn byli znajomi, współpracownicy oraz osoby obce.
Prokuratura wnioskowała o karę dożywotniego pozbawienia wolności, argumentując to ryzykiem ponownego skrzywdzenia innej kobiety po ewentualnym wyjściu na wolność. Sąd zdecydował jednak o karze 25 lat więzienia, przy czym wskazano możliwość warunkowego zwolnienia po odbyciu dwóch trzecich kary.