Jak przypomina brytyjski "The Mirror", Charles Pratt trafił do więzienia w sierpniu 2024 r. po tym, jak sąd uznał go za winnego 19 przestępstw na tle seksualnym. Wśród nich były wielokrotne gwałty na dwóch kobietach oraz bezbronnej osobie małoletniej. Wyrok wynosił 27 lat pozbawienia wolności.
W październiku 2024 r. osadzony odmówił przyjęcia szczepionki przeciw grypie. Kilka tygodni później zachorował i pod koniec listopada został przewieziony do szpitala. Po tygodniu leczenia wrócił do więzienia, jednak jego stan ponownie się pogorszył. Na początku stycznia 2025 r. ponownie trafił do szpitala, gdzie zmarł dwa dni później wskutek zapalenia płuc.
Koroner orzekł, że przyczyną śmierci były przyczyny naturalne. Dochodzenie przeprowadzone przez Prisons & Probation Ombudsman wykazało, że więzień otrzymał opiekę medyczną na poziomie odpowiadającym standardom obowiązującym poza zakładem karnym. W raporcie podkreślono, że leczenie było "na rozsądnym poziomie i odpowiadało standardowi opieki, jakiego mógł oczekiwać".
Proces Pratta ujawnił skalę przemocy, jakiej przez lata doświadczały jego ofiary. Śledczy ustalili, że sprawca stosował przemoc i groźby, często będąc pod wpływem alkoholu. Zdaniem śledczych ataki miały zaspokoić jego potrzeby seksualne.
Podczas procesu sąd dowiedział się również, że Pratt wyśmiewał swoje ofiary w trakcie gwałtów. Jedna z kobiet po pobiciu wymagała leczenia szpitalnego, a inna -regularnie bita i wykorzystywana seksualnie - próbowała odebrać sobie życie.
Ogłaszając wyrok, sędzia Ahmed Nadim nie miał wątpliwości co do oceny skazanego. - Krótko mówiąc, Charles Pratt, jest pan brutalnym i bezwzględnym człowiekiem. Aby zaspokoić swoje wynaturzone potrzeby seksualne, nie uznaje pan ani nie szanuje żadnych norm społecznych czy moralnych. W wyniku pańskiego postępowania życie trzech osób zostało nieodwracalnie zniszczone - stwierdził sędzia, cytowany przez "The Mirror".