Do ujawnienia tragedii doszło 29 czerwca po tym, jak kobieta zgłosiła się na komisariat policji - informowała australijska stacja Nine News. Funkcjonariusze udali się następnie do domu, w którym mieszkała z synem. Na miejscu znaleźli ciało 4-latka z poważnymi obrażeniami ręki. Według lokalnych mediów dziecko mogło nie żyć od kilku dni.
Po odkryciu ciała policja uzyskała pilny nakaz sądowy, który umożliwił aresztowanie kobiety i przeprowadzenie badań kryminalistycznych. Śledczy pobrali próbki z jej jamy ustnej, wymaz z policzka oraz materiał biologiczny spod paznokci. Jak informuje publiczny nadawca ABC News, dochodzenie obejmuje również sprawdzenie hipotezy kanibalizmu. Pojawiła się ona w australijskich mediach. To właśnie zeznania matki miały naprowadzić na ten wątek. Policja podkreśla jednak, że postępowanie jest na wczesnym etapie i analizowane są wszystkie możliwe okoliczności.
- To był niezwykle wstrząsający widok. Potwierdzono, że dziecko miało obrażenia. Nie będę spekulował na temat ich charakteru - powiedział nadinspektor Chad Gillies podczas konferencji prasowej.
Według sąsiadów matka i syn przeprowadzili się do wynajmowanego domu na początku tego roku po domniemanym incydencie przemocy domowej z udziałem byłego partnera kobiety. Policja potwierdziła, że kobieta była wcześniej znana służbom.
Niezależny przegląd sprawy zapowiedział Departament Społeczności i Wymiaru Sprawiedliwości stanu Nowa Południowa Walia. Minister Kate Washington poinformowała, że do instytucji wcześniej wpływały zgłoszenia dotyczące tej rodziny, a ostatnie odnotowano około 18 miesięcy temu.
- Wiele osób zadaje dziś pytanie, jak mogło do tego dojść i czy można było zrobić więcej, aby ochronić to dziecko - powiedziała minister.
Tragedia wstrząsnęła mieszkańcami spokojnego nadmorskiego Wyong. Kilkadziesiąt osób wzięło udział w czuwaniu ku pamięci chłopca, składając kwiaty i znicze. Sąd zdecydował, że podejrzana pozostanie w areszcie bez prawa do zwolnienia za kaucją do czasu kolejnych etapów postępowania.