W Belgradzie doszło do zabójstwa 25-letniej Ludmiły Turkowej. Rosjanka zaginęła 25 lipca, a do jej śmierci miało dojść dzień później. Ciało odkryto 30 lipca. Było zapakowane w walizkę i ukryte w kanale. Kobieta została poćwiartowana.
Udało się ją rozpoznać m.in. po tatuażach. Miała dwa węże na lewej nodze, w stylu japońskim na ramionach oraz tatuaż z kaligrafią na prawej łydce.
Serbski dziennik "Telegraf" opisuje, że zatrzymano obywatela Turcji, którego złapano na lotnisku podczas próby wylotu z kraju. Do zabójstwa miało dojść w wynajętym przez Rosjankę mieszkaniu.
Policja dotarła do nagrań z monitoringu, na których widać dziewczynę z podejrzanym. Razem weszli do budynku o 5:30 rano 26 lipca. Trzymali się za rękę i uśmiechali. 27 lipca mężczyzna wynosił walizkę z budynku.
Jak ustalono, Rosjanka przyleciała do Serbii 23 lipca samolotem ze Stambułu. Miała spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Wynajęła mieszkanie na tydzień. W dniu zaginięcia rozmawiała z matką i przekonywała, że idzie ze znajomymi do klubu.
Wysłała mi wiadomość, że wyszła z dziewczynami, że wszystko w porządku i że zadzwoni jutro. To było o 23:20. Nie wiem, gdzie poszła. Potem już do mnie nie dzwoniła – powiedziała jej matka Julia portalowi 360.ru.
Przyjaciele zaginionej Ludmiły zgłosili jej zaginięcie policji i opublikowali w mediach społecznościowych apel o pomoc. Próbowali też jej szukać w wynajętym mieszkaniu, ale nikogo nie zastali. Ludmiła pracowała w Rosji jako promotorka, barmanka i modelka tatuaży.