W czerwcu 2023 r. małżeństwo weszło późnym wieczorem do pokoju hotelowego na 22. piętrze. Po zaledwie 13 minutach kobieta leżała martwa przed budynkiem po upadku z wysokości ponad 60 metrów.
Sąd we Frankfurcie uznał, że to nie był nieszczęśliwy wypadek, jak utrzymywał oskarżony. Według ustaleń Christian M. miał zrzucić Martę z balkonu hotelu. - Wyrzucił ją jak worek na śmieci - powiedział przewodniczący składu sędziowskiego cytowany przez "Bild".
Po śmierci żony oskarżony, Niemiec z brytyjskim obywatelstwem, tłumaczył, że kobieta spadła z balkonu podczas seksu. Śledczy zwracali jednak uwagę, że zabezpieczone ślady w hotelu nie pasowały do tej relacji.
Postępowanie trwało niemal dwa lata. W tym czasie Christian M. mieszkał już z kochanką oraz dziećmi pod Frankfurtem. Dopiero po zebraniu materiału dowodowego prokuratura skierowała sprawę do sądu. Sąd przyjął, że mężczyzna chciał pozbyć się żony, by rozpocząć nowe życie z inną kobietą, unikając kosztownego i długotrwałego rozwodu.
Według ustaleń sądu Christian M. miał wcześniej szukać w internecie sposobów zabicia, które nie wzbudzą podejrzeń, a następnie wybrał rozwiązanie, które mogło wyglądać na nieszczęśliwy upadek - dodaje niemiecki dziennik.
Goście hotelowi mieli słyszeć krzyk i wołanie o pomoc kobiety. Gdy ciało znaleziono przed budynkiem, Marta M. była częściowo rozebrana. Biegli z zakresu medycyny sądowej stwierdzili, że niektóre obrażenia powstały jeszcze przed upadkiem.
Oskarżony nie składał wyjaśnień w procesie i podczas ogłoszenia wyroku i nie okazywał większych emocji. Sąd skazał go na dożywotnie więzienie za zabójstwo. Wyrok nie jest prawomocny - dodaje "Bild".