Ustalenia wskazują, że Brailey zaczynała od prywatnych wiadomości i flirtu w sieci, po czym rozmowy szybko przechodziły na treści o charakterze seksualnym. Prokurator opisywał przed sądem, że w jednym z przypadków nauczycielka wysłała chłopcu zdjęcie spod prysznica, a następnie poprosiła go o przesłanie materiału o podobnym charakterze – informuje "The Sun".
Według relacji przedstawionej w sądzie po późniejszym umówionym spotkaniu miało dojść do obmacywania i pocałunku. Niedługo potem nastolatek został zablokowany w mediach społecznościowych.
W drugim wątku, dotyczącym starszego ucznia, prokurator wskazywał, że komunikacja zaczęła się od dodania Brailey do znajomych na Snapchacie. Z czasem mieli wymieniać się materiałami o charakterze seksualnym.
Sąd usłyszał też, że po jednej z wiadomości doszło do spotkania w ustronnym miejscu, a następnie do stosunku seksualnego w samochodzie należącym do nastolatka – dodaje brytyjski tabloid.
Prokurator zaznaczał, że w obu sprawach nie pojawiły się elementy przemocy, gróźb ani braku zgody, jednak kluczowe miało być nadużycie relacji i pozycji osoby dorosłej wobec uczniów.
Z ustaleń przedstawionych na sali rozpraw wynika, że kobieta nakłaniała nastolatków do kasowania korespondencji, bo mogła mieć przez to kłopoty. Prokurator podkreślał, że w tej sprawie istotą przestępstwa jest naruszenie zaufania.
Do przestępstw miało dojść latem 2024 r., ok. 12 miesięcy po ślubie Brailey. W momencie jej aresztowania Departament Edukacji Nowej Południowej Walii informował o zawieszeniu nauczycielki w obowiązkach bez prawa do wynagrodzenia oraz o zapewnieniu wsparcia uczniom i pracownikom szkoły.
Pełnomocniczka Brailey April Francis argumentowała przed sądem, że choć satysfakcja seksualna była częścią motywacji, u kobiety miał występować "nietypowy i irracjonalny popęd seksualny" związany z niezdiagnozowaną wówczas chorobą afektywną dwubiegunową.
Prokurator wskazywał jednocześnie, że oskarżona okazała skruchę i podjęła działania ukierunkowane na rehabilitację oraz leczenie, a stan psychiczny mógł w pewnym stopniu przyczynić się do popełnienia czynów. Zaznaczył jednak, że Brailey miała świadomość, iż jej zachowanie było niewłaściwe i niezgodne z prawem – opisuje sprawę "The Sun".