W centrum sprawy znaleźli się 66-letni były opat Atichot Thanprasert oraz 47-letnia Punyawee "Ae" Rungrueang, wieloletnia mecenaska świątyni Wat Phutthaisawan.
Według policji znali się od 2007 roku, natomiast Atichot miał twierdzić, że ich relacja seksualna rozpoczęła się około dwóch lat temu. Oboje przebywają obecnie w więzieniu w prowincji Saraburi.
Jak opisuje "Thai Examiner", śledczy otrzymali nagrania z monitoringu z prywatnych pomieszczeń byłego opata. Materiały miały pochodzić z różnych dni i przedstawiać parę podczas pocałunków, obejmowania się oraz kontaktów seksualnych.
Szczególne oburzenie wywołało nagranie, na którym do zbliżenia miało dojść na okrągłym, pomarańczowym stole używanym przez opata podczas posiłków.
Finansowy skandal
Znacznie poważniejszy okazał się jednak finansowy wątek śledztwa. Policja zidentyfikowała majątek związany z Atichotem o wartości około 498 mln bahtów, a z Punyawee - około 215,23 mln bahtów. Łącznie chodzi więc o ponad 700 mln bahtów. Śledczy wyraźnie zastrzegają jednak, że nie twierdzą, iż cała ta fortuna pochodzi ze świątyni.
Obecnie podejrzenia dotyczą około 92 mln bahtów, które mogły nie trafić tam, gdzie powinny. Około 2,8 mln bahtów miało pochodzić z 22 transakcji związanych ze sprzedażą świętych przedmiotów, natomiast kolejne około 89 mln bahtów było przeznaczone na utrzymanie i renowację świątyni. Według policji żadna z tych kwot nie wpłynęła na jej konto. Badane są również transfery za pośrednictwem fundacji utworzonej przez byłego opata.
Podczas przeszukania pomieszczeń Atichota funkcjonariusze mieli znaleźć ponad 138 mln bahtów w gotówce oraz złoto wycenione na około 70 mln bahtów. W domu Punyawee zabezpieczono natomiast gotówkę, złoto, czeki bankowe i dokumenty dotyczące nieruchomości. Policja zwróciła też uwagę, że kobieta w latach 2019-2022 była bankrutem, a później zgromadziła znaczny majątek, którego pochodzenia śledczy próbują obecnie dokładnie ustalić.
Jak podaje "Thai Examiner", oboje usłyszeli zarzuty związane z korupcją i praniem pieniędzy, ale odrzucają oskarżenia dotyczące finansów. Sąd nie zgodził się na ich zwolnienie za kaucją, wskazując m.in. na ryzyko ingerowania w dowody.
Ich areszt ma potrwać co najmniej do 23 września, a śledczy nadal analizują rachunki, nieruchomości, złoto oraz przepływy pieniędzy.