Skazali go za gwałt w Niemczech. W Polsce wypuścili go na wolność
"Gazeta Wyborcza" opisała bulwersującą sprawę Polaka skazanego za gwałt i pobicie w Niemczech. Polscy śledczy chcieli przeprowadzić z nim czynności dotyczące rozboju sprzed lat. Obiecali Niemcom, że odeślą Dariusza po siedmiu miesiącach. Zamiast tego mężczyzna został wypuszczony na wolność przez sąd.
Wszystko zaczęło się od kradzieży torebki w Katowicach w 2010 roku. Początkowo śledztwo zostało umorzone z powodu braku dowodów, jednak po ponad dwóch latach poszkodowana kobieta zgłosiła się ponownie na policję i wskazała jako sprawcę Dariusza z Zabrza. Mężczyzna przebywał w Niemczech. W 2014 roku został tam skazany za gwałt i pobicie na 14 lat więzienia. Miał przebywać w niemieckim więzieniu do 2028 roku. "GW" podaje, że okolicy jego miejsca zamieszkania znaleziono skradzioną torebkę, on sam zaś w przeszłości dopuszczał się podobnych przestępstw.
Jak opisuje "Gazeta Wyborca", prokuratura w Katowicach wystawiła za Dariuszem Europejski Nakaz Aresztowania. Wówczas śledczy dowiedzieli się, że mężczyzna jest w niemieckim więzieniu. Polacy wnioskowali, aby wrócił do kraju, aby tutaj przedstawić mu zarzut rozboju. Niemcy wyrazili zgodę, ale dopiero w sierpniu 2025 roku. Prokuratura zadeklarowała, że więzień powróci do Niemiec po siedmiu miesiącach od ekstradycji po wykonaniu z nim czynności. 10 grudnia osadzony został przekazany polskiej stronie na przejściu granicznym w Świecku.
"Śledczy wiedzieli, że w Polsce mężczyzna ma tylko areszt na 14 dni. 22 grudnia prokurator Jacek Kępa z Prokuratury Rejonowej Katowice-Wschód złożył więc wniosek o przedłużenie aresztu do 22 kwietnia 2026 roku. Argumentował to obawą matactwa, a także wysokim prawdopodobieństwem, iż mężczyzna dopuścił się rozboju zagrożonego karą do 12 lat więzienia" - opisuje "Gazeta Wyborcza".
Tymczasem sędzia Sebastian Kosmowski z Sądu Rejonowego Katowice Zachód wypuścił Dariusza na wolność. W jego opinii zebrany materiał dowodowy nie uprawdopodabnia, że osadzony w Niemczech Polak dopuścił się rozboju i kradzieży torebki. Uznał też, że zeznania kobiety nie są wiarygodne. Wskazał, że miała interes, aby wznowić śledztwo - chodziło o uzyskanie odszkodowania. Kobieta początkowo mówiła, że torebkę skradziono, ale po dwóch latach zmieniła zeznanie i stwierdziła, iż użyto wobec niej siły. Sędzia wyraził też zdziwienie, że poszkodowana nagle przypomniała sobie rysopis sprawcy.
"Według sądu śledczy w 2012 roku pozwolili kobiecie przejrzeć akta sprawy. I okazało się, że było w nich zdjęcie Dariusza, który już w 2010 roku był typowany jako potencjalny sprawca kradzieży, ale nie było dowodów jego winy. Sędzia Kosmowski stwierdził, że dokonane w 2012 roku rozpoznanie mężczyzny przez kobietę było niezgodne ze sztuką i niewiarygodne" - podaje "Gazeta Wyborcza".
Sędzia wskazał również, że prokuratura nie miała żadnych podstaw, aby zagwarantować stronie niemieckiej zwrócenie więźnia po 7 miesiącach. - "Nie doszło bowiem do przekazania wykonanej wobec Dariusza kary 14 lat pozbawienia wolności władzom Rzeczpospolitej Polskiej" - argumentował Kosmowski. Dodał, że prokuratura złożyła deklarację "w imieniu Ojczyzny wobec władz innego państwa, których prokuratura nie była w stanie zagwarantować". Sędzia wskazał, że stwierdzenie "wypożyczenie podejrzanego" jest wobec niego uprzedmiatawiające.
Sąd Okręgowy w Katowicach podtrzymał decyzję o wypuszczeniu Dariusza. Mężczyzna przebywa w Polsce. Prokuratura podaje, że nie utrudnia śledztwa. Anna Górniak, szefowa Prokuratury Rejonowej Katowice Wschód poinformowała "Wyborczą", że śledczy nadal starają się, by podejrzany został umieszczony w areszcie.
Sprawa dotycząca Dariusza ma przede wszystkim wymiar "dyplomatyczny". Wedle źródeł "Wyborczej" to "kompromitacja", która będzie rzutowała na współpracy w zakresie polsko-niemieckiej pomocy prawnej. - Za Odrą straciliśmy wiarygodność - przyznał anonimowo jeden ze śledczych.