Nietypowa sytuacja wydarzyła się w hrabstwie Brevard na Florydzie. Jak opisuje "The New York Post", 30-letnia Reagan Cox została zatrzymana przez policję podczas kontroli drogowej pod zarzutem stawiania oporu funkcjonariuszom. Jednak prawdziwe problemy zaczęły się dopiero po przewiezieniu jej do więzienia.
Podczas standardowej procedury przy przyjęciu do zakładu karnego pracownicy zauważyli coś podejrzanego w okolicy dolnej części ciała kobiety. Funkcjonariusze poprosili Cox o przebranie się i zaprowadzili ją do specjalnego pomieszczenia. Według ich relacji kobieta miała próbować zasłaniać ręką pośladki.
Gdy pracownicy więzienia odsunęli jej dłoń, na podłogę miał wypaść woreczek z białą substancją. Po sprawdzeniu okazało się, że znajdowało się w nim około 3,8 grama kokainy.
Biuro szeryfa hrabstwa Brevard poinformowało, że kobieta zaprzeczyła, jakoby wiedziała o ukrytych narkotykach. Cox miała stwierdzić, że ktoś musiał umieścić je tam podczas "intymnego spotkania".
W związku ze zdarzeniem kobiecie postawiono kolejny zarzut dotyczący wniesienia niedozwolonej substancji na teren zakładu karnego. Mimo dodatkowego oskarżenia została zwolniona z aresztu jeszcze tego samego dnia.
Sprawa wywołała spore zainteresowanie, głównie ze względu na nietypowe okoliczności. Przedstawiciele biura szeryfa skomentowali zdarzenie w żartobliwym stylu. W mediach społecznościowych napisali: "Naprawdę nie da się wymyślić takich rzeczy…"
Funkcjonariusze dodali również, że sytuacja powinna być dla innych przestrogą. "Jeśli nieświadomość tego, że ktoś zostawił kokainę w waszym ‘więziennym schowku’, nie jest wystarczającym powodem, żeby nie brać narkotyków, to już nie wiemy, co nim jest" - napisali w komunikacie.
Choć historia brzmi niemal jak scena z komedii, dla kobiety może mieć poważne konsekwencje. Ostatecznie to sąd zdecyduje, czy jej wyjaśnienia zostaną uznane za wiarygodne.