Takie zdjęcia wysyła kobietom. "Jest w staniku". Reakcja ojca 25-latka
"Gazeta Wyborcza" donosi, że 25-latek z Białegostoku nęka młode kobiety swoimi nagimi zdjęciami. - Wkłada sobie wibrator do buzi, jest w staniku i damskich majtkach - opisuje jedna z kobiet. Pokrzywdzonych jest już kilkadziesiąt, ale ostatnio prokuratura umorzyła śledztwa dotyczące dwóch z nich.
Jak podaje "Wyborcza", 25-latek jest synem przedsiębiorcy z Białegostoku. Mężczyzna wysłał swoje nagie zdjęcia do przynajmniej 34 kobiet - nie tylko do tych ze stolicy Podlasia, ale także z innych regionów Polski. Jedną z ofiar jest pani Karolina, która poznała osobiście 25-latka na jednej z imprez. W czerwcu ubiegłego roku dostała od niego pierwsze nagie zdjęcia.
Potem były kolejne, także jak wkłada sobie wibrator do buzi, jest w staniku i damskich majtkach oraz takie, na których pokazywał swoje przyrodzenie. Zablokowałam go. Potem znowu dostawałam od niego podobne zdjęcia, kontaktował się z kilku innych numerów telefonu - opowiada kobieta dodając, że zgłosiła sprawę na policję.
Inną ofiarą jest pani Justyna, której mężczyzna wysłał nagrania, na których się onanizuje. - Były też "głuche" telefony, słuchać było tylko odgłosy, jak robi sobie dobrze - wspomina rozmówczyni "GW". Kobieta nigdy nie poznała go osobiście. Numer wziął prawdopodobnie z internetu, bowiem pani Justyna ogłaszała się w sieci jako korepetytorka z jednego z przedmiotów ścisłych.
Prokuratura umorzyła śledztwo
W przypadku obu kobiet Prokuratura Białystok-Północ umorzyła śledztwo dotyczące uporczywego nękania. Uzasadniono, że "zdarzenia będące przedmiotem postępowania, jakkolwiek z całą pewnością negatywne, nie zawierają znamion czynu zabronionego", a "wysyłanie wiadomości z wizerunkiem nagich zdjęć w niniejszej sprawie nie odznaczało się uporczywością". Nie dopatrzono się też jego "złej woli".
Dziennikarz "Wyborczej" skutecznie skontaktował się z jednym z numerów, z którego 25-latek wysyłał nagie zdjęcia. Otrzymał wiadomość, prawdopodobnie pochodzącą od mężczyzny, że ten jest "masowo napadany przez osoby rzekomo poszkodowane otrzymaniem jakichś zdjęć". - Nie zostało udowodnione, że rzekome zdjęcia są prawdziwe oraz rozsyłane z premedytacją - brzmiała wiadomość. Potem oskarżył jedną z kobiet, że "dokłada szczególnej troski w rozpowszechnianiu takowych zdjęć".
Postępowania cały czas są prowadzone. Niewykluczone, że pokrzywdzonych jest więcej. W sprawie głos zabrał też ojciec 25-latka. Powiedział "Wyborczej", że jest załamany zachowaniami syna i że nie może nic z tym robić, bo Paweł (imię zmienione) jest dorosły i poczytalny, nie zgadza się, aby ktoś udzielił mu pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej. Sprawą zajmuje się Fundacja Feminoteka. Jej przedstawicielki apelują, aby nie lekceważyć takich sytuacji. Krytykują decyzję prokuratury o umorzeniu spraw.