Najważniejsze informacje
- Prokuratura w San Francisco postawiła Sofii Drotts zarzuty dotyczące relacji z 17-letnim byłym podopiecznym.
- Śledczy twierdzą, że do przemocy seksualnej miało dochodzić od 1 kwietnia do 14 lipca, już po zwolnieniu chłopca z ośrodka.
- Rodzina nastolatka złożyła też pozew cywilny przeciwko hrabstwu, wskazując na brak nadzoru i przeoczone sygnały ostrzegawcze.
Sofia Drotts pracowała jako terapeutka w ośrodku dla nieletnich w Kalifornii. To właśnie tam prowadziła terapię 17-letniego chłopca. Jak podaje "New York Post", po jego wyjściu na wolność miała nadal utrzymywać z nim kontakt w ramach opieki i - według śledczych - wykorzystywać swoją zawodową pozycję.
26-letnia kobieta usłyszała wiele poważnych zarzutów. Prokuratura twierdzi, że miała dopuścić się kontaktów seksualnych z osobą, która nie mogła wyrazić na nie zgody. Oskarżono ją także o inne przestępstwa na tle seksualnym, wysyłanie nieodpowiednich treści do osoby niepełnoletniej oraz posiadanie materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Do tych zdarzeń miało dochodzić od 1 kwietnia do 14 lipca.
Do zatrzymania Sofii Drotts doszło 14 lipca. Policję zawiadomił przełożony z wydziału kuratorskiego. Jak wynika z informacji biura szeryfa hrabstwa Contra Costa, kobieta została później zwolniona z aresztu. Teraz na wyznaczenie terminu pierwszego posiedzenia w jej sprawie czeka Sąd Contra Costa.
Jechał po partnerkę z ośrodka. Policjanci odkryli, co miał na sumieniu
Rodzina nastolatka: "zaufanie zostało zniszczone"
Matka chłopca podkreśliła, że rodzina powierzyła terapeutce bezpieczeństwo i zdrowie syna.
Zaufaliśmy tej profesjonalistce w leczeniu i dobrostanie naszego syna, a to zaufanie zostało fundamentalnie zniszczone - powiedziała matka nastolatka, cytowana przez NYPost. Dodała, że rodzina koncentruje się teraz na jego ochronie i powrocie do zdrowia.
Rodzina 17-latka złożyła także pozew cywilny, w którym zarzuca instytucji poważne zaniedbania. Pełnomocnik nastolatka, John Burris, twierdzi, że proces tzw. groomingu miał rozpocząć się znacznie wcześniej – gdy chłopak miał zaledwie 14 lub 15 lat i przebywał jeszcze w ośrodku.
Jak podkreślił prawnik, procedury mające chronić nieletnich i nadzorować pracowników miały zawieść. Zapowiedział również, że sprawa cywilna będzie toczyć się równolegle z postępowaniem karnym.