Tragiczna śmierć 10-letniej Sary. Odmówili ujawnienia raportu
Władze hrabstwa Surrey w Wielkiej Brytanii odmówiły ujawnienia raportu o przemocy domowej Urfana Sharifa, powołując się na jego prawa do ochrony danych osobowych. Jak opisuje "Daily Mail", dokument zawierał informacje, które mogły pomóc chronić 10-letnią Sarę Sharif przed ojcem skazanym za jej zabójstwo. Sara była córką Polki i Pakistańczyka.
Najważniejsze informacje
- Rada hrabstwa Surrey odmówiła publikacji raportu, wskazując na ochronę danych osobowych Urfana Sharifa.
- Dowody na "rozległą" przemoc domową były w systemie, ale nie trafiły do kluczowych dokumentów o bezpieczeństwie dziecka.
- Poseł z Woking Will Forster wzywa do objęcia rady specjalnym nadzorem, a samorząd podkreśla, że opublikowano już niezależny przegląd w sprawie ochrony dziecka.
W sierpniu 2023 r. martwą Sarę odnaleziono w jej domu w Woking, na południowy zachód od Londynu. Tuż po zabójstwie ojciec i macocha dziewczynki wyjechali do Pakistanu. Policja aresztowała ich we wrześniu 2023 r. na lotnisku Gatwick.
W sprawie śmierci Sary Sharif wraca pytanie o to, jak instytucje oceniały ryzyko w rodzinie. "Daily Mail" opisuje, że w przeszłości powstał raport o przemocy domowej ze strony Urfana Sharifa, który mógł zmienić decyzje podejmowane wokół dziecka, ale dokument nie został upubliczniony.
Sednem sporu ma być to, że lokalny organ samorządowy nie chce ujawniać raportu. Samorząd argumentuje, że publikacja mogłaby naruszyć prawa skazanego związane z ochroną jego danych osobowych.
Pies uratowany. Policja wyciągnęła go w ostatnim momencie
Z opisu wynika, że już wcześniej pracownicy socjalni mieli wgląd w materiał wskazujący na przemoc domową. Problem w tym, że ustalenia miały zostać "zagubione w systemie" i nie weszły do analizy, ani do dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa dziewczynki.
W tekście przypomniano również wątek z 2016 r., gdy po oskarżeniach ze strony matki Sary, Sharif miał zostać skierowany do programu dla sprawców przemocy domowej. Miał przyznać się do "rozległej i wielowątkowej" przemocy, ale uczestniczył tylko w ośmiu z 26 sesji, a eksperci uznali, że brakuje dowodów na trwałą zmianę jego zachowania.
Sprawę nagłośnił poseł z Woking Will Forster, który domaga się objęcia rady specjalnymi środkami nadzoru.
To jest absolutnie oburzające. Ten człowiek jest w więzieniu za zabicie swojej córki, a Surrey County Council przejmuje się ochroną danych. Gdyby równie mocno dbali o ochronę bezbronnych dzieci, być może do tego by nie doszło - powiedział Will Forster, cytowany przez "Daily Mail".
Parlamentarzysta zwrócił też uwagę na znaczenie samego dokumentu dla oceny odpowiedzialności instytucji.
Ten raport był szansą, by ją uratować, ale został zagubiony w systemie. Teraz to próba uniknięcia odpowiedzialności - dodał.
Sharif, pracujący jako taksówkarz, miał również dostać zgodę rady na przewożenie do szkoły dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (SEND). Stało się to mimo zgłoszeń na policję, że miał stosować przemoc wobec kobiet i dzieci, a problemem miało być nieprzekazywanie informacji między wydziałami.
Niezależny przegląd w sprawie ochrony dziecka został opublikowany w ubiegłym roku. Jest nam bardzo przykro z powodu ustaleń, które dotyczyły nas jako samorządu. Traktujemy te wnioski z najwyższą powagą - powiedział Tim Oliver, rzecznik rady hrabstwa Surrey.
Tragiczna śmierć 10-letniej Polki
W grudniu 2024 roku ława przysięgłych orzekła, że 43-letni Urfan Sharif i jego 30-letnia żona Beinash Batool dopuścili się zabójstwa jego córki, Sary. Początkowo mężczyzna nie przyznawał się do winy.
Oświadczył w sądzie, że bierze na siebie "pełną odpowiedzialność" za śmierć Sary, ale później zaprzeczył, by zamierzał ją zabić. - Za bardzo ją biłem - przyznał natomiast. Beinash Batool powiedziała, że Urfan Sharif jest człowiekiem gwałtownym, skłonnym do przemocy i wywołującym w niej strach.
Wykazano, że ojciec i macocha znęcali się nad nią przez dwa lata. Była sąsiadka Sharifa zeznała, że słyszała "szokująco głośne" odgłosy bicia i "rozdzierające do żywego" krzyki dziewczynki.
Libby Clark z Koronnej Służby Prokuratorskiej podkreśliła, że w małym domu z tak dużą rodziną dla wszystkich dorosłych byłoby oczywiste, co dzieje się z Sarą, ale nikt nie podjął działań, żeby to powstrzymać lub zgłosić.