Mąż Beaty Klimek, Jan K., podzielił się z "Faktem" nowymi informacjami na temat zaginięcia swojej żony. Twierdzi, że niemiecki Urząd Rodzinny domagał się od niej zwrotu ok. 30 tys. zł.
Może tutaj trzeba szukać rozwiązania - mówi Jan K.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Jan K. wyjaśnia, że jego żona pobierała świadczenia na dzieci zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Niemiecki urząd zażądał zwrotu pieniędzy, gdy odkryto, że Beata Klimek pobierała 500 plus w Polsce. Mąż zaginionej twierdzi, że nie wiedział o podwójnym pobieraniu świadczeń.
Mija pół roku od zniknięcia Beaty Klimek
Beata Klimek zaginęła 7 października ubiegłego roku. Ostatni raz widziano ją, gdy odprowadzała dzieci na autobus szkolny. Jej samochód pozostał przed domem, ale brakowało w nim torebki i telefonu. Kobieta była w trakcie rozwodu z mężem, mieszkała z teściami w dwukondygnacyjnym budynku w Poradzu.
Siostrzenica zaginionej nie wierzy w scenariusz męża
Rodzina i lokalna społeczność podejrzewają, że Beata Klimek padła ofiarą przestępstwa. Jan K. zaprzecza, by miał związek z jej zaginięciem. Śledczy przeszukali posesję, ale nie znaleźli przełomowych dowodów.
Siostrzenica zaginionej, Ola Klimek, wyraża zdziwienie nowymi informacjami od Jana K.
Dziwi mnie fakt, dlaczego dopiero teraz wyszła informacja o zwrocie 30 tys. zł - mówi w rozmowie z "Faktem".
Podkreśla, że nie wiedziała o żadnym piśmie z Niemiec.
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.