Gwałcił pacjentki. Porażające odkrycie w Niemczech
Kobieta, która przeszła przeszczep płuc w klinice uniwersyteckiej w Essen (Niemcy), twierdzi, że została zgwałcona przez pielęgniarza w czasie, gdy była nieprzytomna na oddziale intensywnej terapii. Wstrząsające szczegóły sprawy ujawniono w trakcie procesu, który toczy się przed sądem w Niemczech - informuje dziennik "Westdeutsche Allgemeine Zeitung".
Sprawa, która zszokowała całe Niemcy, nabrała tempa po odczytaniu przed sądem listu jednej z ofiar. 38-letnia dziś kobieta, cierpiąca na mukowiscydozę, w 2019 roku przeszła operację przeszczepu płuc. Ten zabieg miał być dla niej szansą na nowe życie i realizację marzeń o otwarciu własnego przedszkola. Zamiast tego stał się początkiem niewyobrażalnego cierpienia.
Kobieta została zgwałcona na oddziale intensywnej terapii, gdy po skomplikowanej operacji była nieprzytomna, podłączona do aparatury monitorującej życie. Choć znajdowała się w śpiączce farmakologicznej, jej ciało reagowało. Lekarze byli wówczas bezradni, nie potrafiąc wyjaśnić, dlaczego pacjentka ciągle jest roztrzęsiona.
Po wyjściu ze szpitala jej życie stało się udręką. Cierpiała na ataki paniki, głęboką depresję i nawracające koszmary, w których widziała postać wchodzącą na jej łóżko. Terapeuci, którym opowiadała o swoich podejrzeniach, przez długi czas nie mieli dowodów na to, że w szpitalu doszło do przestępstwa. Przełom nastąpił dopiero po trzech latach, gdy do jej drzwi zapukała policja.
Porażające ustalenia
"Westdeutsche Allgemeine Zeitung" informuje, że prawda wyszła na jaw niemal przypadkiem. 32-letni pielęgniarz, zatrudniony w klinice jako pracownik tymczasowy, trafił pod lupę śledczych w związku z podejrzeniem posiadania pornografii dziecięcej.
Podczas przeszukania jego mieszkania w 2025 roku policja zabezpieczyła telefony, tablety i laptopy. To na nich znaleziono brutalne dowody jego zbrodni: zdjęcia i filmy, na których mężczyzna uwieczniał gwałty na swoich pacjentkach.
Śledczy ustalili, że oskarżony dopuścił się przestępstw wobec co najmniej sześciu kobiet w okresie od lipca 2022 do sierpnia 2024 roku. Niektóre z nagrań wysyłał swojej 30-letniej znajomej, która również zasiada na ławie oskarżonych.
Dla 38-letniej ofiary potwierdzenie jej przypuszczeń było ciosem. W swoim liście do sądu wyznała, że pielęgniarz nie tylko zniszczył jej psychikę. W wyniku gwałtu doszło bowiem również do zarażenia wirusem, co prawdopodobnie skończy się koniecznością usunięcia macicy.
Gdzie była ochrona w tak dużym szpitalu? Byłam bezbronna - pisze w liście, apelując do sędziów, by oskarżony nigdy więcej nie wyszedł na wolność.
Proces dobiega końca. Ze względu na drastyczny charakter dowodów (nagrań wideo), sąd zdecydował, że ofiary najprawdopodobniej nie będą musiały składać zeznań osobiście, co ma oszczędzić im ponownej traumy.