Monika zginęła w sylwestrową noc. 19 lat temu ta zbrodnia wstrząsnęła Polską
Była nieśmiałą, bardzo religijną nastolatką i pilną uczennicą. W 2007 r. 18-letnia wówczas Monika M. postanowiła spędzić sylwestra z koleżankami. Wybrały się na dyskotekę do pobliskiej Suchowoli (woj. podlaskie). 18-latka miała już nigdy nie wrócić do domu. Zabił ją poznany na imprezie mężczyzna - 26-letni Sławomir S. Był mężem i ojcem kilkumiesięcznego dziecka.
Monika M. była nieco wycofaną, ale koleżeńską nastolatką. Szykowała się do matury, chciała pójść na studia w Białej Podlaskiej. Unikała hucznych imprez. Co roku chodziła na pielgrzymki.
Na ostatnią pielgrzymkę udała się w listopadzie 2007 r. 18-latka, która dopiero wkraczała w dorosłe życie, wybrała się do Jasnej Góry, gdzie zostawiła kartkę z modlitwą. Kilka tygodni później doszło do tragedii, o której usłyszała cała Polska. Tę dramatyczną historię przypomina "Fakt".
Koszmarny finał sylwestrowej nocy
Monika postanowiła przywitać Nowy Rok, bawiąc się w towarzystwie koleżanek. Wybrały się na dyskotekę do Suchowoli, oddalonej o 10 kilometrów od rodzinnej wsi Moniki. Właśnie tam 18-latka poznała 26-letniego Sławomira S.
Miał 4 promile. Tak zachował się na stacji. Pokazali nagranie
Od razu mi się nie spodobał. Miał dziwny wyraz twarzy, oczy zdradzały coś dziwnego – mówiła przed laty przyjaciółka Moniki, cyt. przez uwaga.tvn.pl.
18-latka obejrzała pokaz sztucznych ogni w towarzystwie nowo poznanego mężczyzny. Chwilę potem koleżanki straciły ją z oczu. Jak się okazało, nastolatka wsiadła do samochodu ze Sławomirem S. Kamery monitoringu zarejestrowały moment, w którym opuścili dyskotekę.
Pogrzeb zamiast studniówki
Rano, w lesie blisko Suchowoli, dokonano makabrycznego odkrycia - mieszkająca w okolicy kobieta znalazła półnagie zwłoki 18-latki. Pogrzeb odbył się w dniu zaplanowanej studniówki.
Sekcja zwłok wykazała, że Monika została uduszona, wcześniej doszło jednak do stosunku seksualnego. Wszystkie tropy prowadziły do Sławomira S. Zatrzymano go po kilkudniowych poszukiwaniach.
26-latek płakał podczas przesłuchania. Przyznał się do zabójstwa, przekonywał jednak, że nie chciał zabić 18-latki.
Sąd w Lublinie skazał Sławomira S. na 25 lat więzienia, uznając go za winnego morderstwa. Jednocześnie uznał, że brakuje dowodów na to, iż sprawca zgwałcił swoją ofiarę. Do dziś Sławomir S. odsiaduje karę pozbawienia wolności. Na wolność wyjdzie prawdopodobnie w 2033 roku.
W tej sprawie szokuje również fakt, że Sławomir S. dopuścił się zbrodni, gdy był mężem i ojcem maleńkiego dziecka. Mężczyzna wykorzystał fakt, że jego bliscy przebywali wówczas w szpitalu i wybrał się na imprezę do Suchowali, pokonując ok. 100 km.
Źródło: fakt.pl, uwaga.tvn.pl